— Są pewne przedsięwzięcia, które wymagają „ludzkiej” ręki. Na przykład nie rzucająca się w oczy ochrona wybranych osobników. Mamy bardzo dobre informacje na temat zamiarów Darhelów i często jesteśmy w stanie nie dopuścić do zamachu. Do tego jednak potrzebni nam są kontrzamachowcy. Poza tym od czasu do czasu potrzebujemy kogoś, kto zabrałby naszych ludzi z miejsc, w które sam diabeł boi się zapuszczać.

— Wiedzieliście wcześniej o zabójstwie generała Taylora? — spytał cicho Left.

O’Reilly pokiwał głową.

— Pewne komórki zostały o tym poinformowane, ale ostrzeżono nas, że wykorzystanie tej informacji zdradzi źródło jej pochodzenia, a jego utrata nie byłaby korzystna ze strategicznego punktu widzenia. Pozwoliliśmy więc na zamach.

Left zacisnął usta.

— Jak Churchill i Coventry. Rozumiem taką logikę, ale Cybersi nie godzą się na tak daleko posuniętą realpolitik. Szczerze mówiąc, być może powinniście jeszcze raz rozważyć sprawę sojuszu z nami. Jeśli połączymy siły, będziemy od was oczekiwać przestrzegania zasad moralnych, jezuito. Wprawdzie jesteśmy paladynami, ale jeśli w ramach waszej realpolitik zdradzicie jeden z naszych zespołów albo pozwolicie na śmierć naszego agenta, wyrżniemy was co do jednego albo sami zginiemy. A więc wciąż jesteście zdecydowani?

— Tak — westchnął O’Reilly. — Dużo rozmawialiśmy na temat Cyber Credo, jak to nazywamy, i pojawiły się głosy, że jakoś to obejdziemy. Niektóre źródła informacji będą bardziej narażone, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, wycofamy je. Stracimy wówczas dostęp do bieżących informacji, ale nie samo źródło.

— Przykro mi, ale nie możecie traktować ludzi jak pionki — stwierdził zimno Left. — To właśnie politycy, którzy tak robili, sprowadzili na nas to wszystko.



4 из 276