Kosiarze byli operatorami ciężkiej broni piechoty mobilnej. Ich pancerze, zaprojektowane do dalekiego ognia pośredniego albo ciężkiego ognia bliskiego wsparcia, zazwyczaj wyposażone były w cztery sztuki broni (w przeciwieństwie do jednego standardowego karabinu Bandytów), poczynając od przeciwokrętowych ciężkich działek grawitacyjnych, przez automatyczne moździerze dalekiego zasięgu, a na działkach fleszetkowych wypluwających miliony pocisków na minutę kończąc. Były jednak cieńsze, więc angażowanie się w bezpośrednie starcia z Posleenami było z reguły złym pomysłem.

— Chryste — jęknął kapral McEvoy, trąc prawie łysą głowę. — Mam nadzieję, że to nie jest ta jego playlista pod hasłem „wszyscy ZGINIEMY!”. Jak usłyszę jeszcze raz Veteran of the psychic wars, chyba się porzygam.

Promy były małe, zaprojektowane do przewożenia bez specjalnych wygód trzydziestu sześciu żołnierzy i dwóch dowódców. Każdy segment pancerza był usztywniony, wyposażony w klamry chroniące zbroję w czasie wykonywania manewrów i zaprojektowany tak, by obracać się wokół własnej osi i wystrzeliwać żołnierzy wprost we wrogie środowisko.

— Nie — powiedział Blatt. — Teraz będzie James Taylor. Zakład o piątaka.

— Frajerski zakład — odparł McEvoy. — Słyszałem, że w Gap była córka Starego.

— O, ja pierdolę. — Blatt potrząsnął głową. — Kiepsko.

— Jest twarda — powiedział McEvoy, nachylając się, żeby splunąć do hełmu. — Z tego, co słyszałem, tak samo jego stary. Mogli dać sobie radę.

— Wątpię. — Sunday podniósł wzrok znad swojego hologramu. — Według odczytów sejsmograficznych i elektromagnetycznych, w rejonie Gap doszło do wielokrotnych detonacji ładunków jądrowych. Zresztą my sami zaraz dorzucimy jeszcze trochę swoich.



9 из 276