
A właściwie, to z powodu Żdana wszystko się wydarzyło. Z powodu jego urodzin.
Zastraszeni i lekceważeni też miewają urodziny. I najbardziej naiwni z nich, mają niekiedy nadzieję, że nagle odmieni się ich życie, właśnie tego dnia. Żdan pojawił się w szkole w białej i czystej, dziwna sprawa, koszuli i w nienowym, ale zupełnie przyzwoitym ubraniu. Przyniósł torebkę z czekoladowymi cukierkami i gitarę; zarówno jedno, jak i drugie, z jakąś uroczystą tajemniczością schował za wieszakiem. Kukułka obserwował to z uśmiechem na twarzy. Dzień zaczął się jak zwykle – Gasnący Gleb, przysiadłszy się do Żdana z własnej woli, zaraz na początku lekcji podniósł rękę:
– Chciałbym się przesiąść, można?
Kukułka przyglądał się ironicznie. Dziewczyny chichotały. Gleb wymamrotał przepraszającym tonem:
– Nie mogę już, naprawdę, od tego chłopaka znowu tak nie przyjemnie pachnie..
– Wiecznie to samo – w gniewie rzucił matematyk. Gleb jednak przesiadł się – siedział teraz razem z Władem. Żdan jakoś to wytrzymał. Przecież nie takie rzeczy w życiu znosił; możliwe, że cieszył się wtedy myślą, że było to po raz ostatni. Wcale nie był słabeuszem, a już na pewno nie był durniem. Jeżeli był temu winien, to tylko trochę. Po prostu nie zdążył zaprzyjaźnić się na czas z Kukułką i zapłacił za to cenę najwyższą z możliwych – miał jedną nieszczęsną przypadłość: nieprzyjemnie pachniał. Jego pot miał chyba jakiś specyficzny skład. Pewnie musiał się też częściej myć. Im był starszy, tym bardziej wyczuwalny stawał się zapach, który roztaczał wokół siebie i tym bardziej żartowali i śmiali się z niego przyjaciele Kukułki, tym bardziej demonstracyjnie krzywiły się dziewczyny.
