
Ale dzisiaj Żdan miał urodziny i możliwe, że dzień wcześniej, całe dwie godziny przesiedział w stygnącej stawnicy z rozmiękczonym mydłem w rękach (Wład wiedział, że w dzielnicy, gdzie mieszkała rodzina Żdana, gorąca woda bywa tylko w stawnicach i tylko wtedy, gdy ją przedtem zagrzejesz w kotle, a węgla w tych domach strzegą jak oka w głowie). Tak czy owak, Żdan dzisiaj prawie nie wydzielał nieprzyjemnego zapachu i wystąpienie Gleba na pierwszej lekcji było w sumie tylko popisem dla przypodobania się Kukułce, jak zawsze zresztą...
Na dużej przerwie Żdan chodził po klasie i rozdawał cukierki. Wszyscy dostali po dwa, tylko Kukułce, o dziwo, położył cztery. Potem, uderzając w struny nienaturalnie wykrzywioną ręką, zaczął coś śpiewać – szło mu nawet nieźle. Kukułka słuchał, żując. Patrząc na niego, nie można było nic wyczytać z jego oczu – dziwna obojętność malowała się na twarzy dwunastoletniego chłopca...
Zresztą, swoją drogą, Kukułka miał wtedy ukończone już prawie trzynaście lat.
Reszta klasy także żuła i słuchała, starannie napędzając sobie przy tym na twarz wyraz ogólnego znudzenia. Nie przychodziło im to łatwo, z powodu wymuszanej obojętności, pojawiał się na ich twarzy także nawykowy uśmieszek. Lenka Rybołów, najbliższa przyjaciółka Kukułki, coś szeptała mu z tyłu na ucho. Kukułka kiwał się na krześle. Kiedy Żdan skończył śpiewać, Kukułka wyciągnął z ust białą, przeżutą kulkę, ale palnął nią nie w Żdana, jak większość oczekiwała, a w tablicę na ścianie.
Do przylepionej kulki od razu dołączyło jeszcze z pięć czy sześć innych – tablica zaczęła przypominać gwiaździste niebo, a Żdan od razu rozpromienił się, gest Kukułki oznaczał dla niego amnestię...
W każdym razie, tak mu się zdawało.
Przed samym dzwonkiem dyżurni szybko wytarli tablicę i pozbierali walające się w przejściu śmieci. Pozostałe trzy lekcje upłynęły już bez żadnego echa, może nie licząc tego, że Żdan zabłysnął na geografii, dostając piątkę. Po lekcjach Gasnący Gleb podszedł do Żdana jakby nigdy nic, żeby się z nim pożegnać. I żegnał się długo i gorliwie, tak, że solenizant w końcu zmieszał się. Kiedy Gleb już odchodził, ostatni raz poklepawszy jeszcze Żdana po ramieniu, na plecach tegoż pojawiła się przyklejona taśmą kartka papieru.
