
Dolg spojrzał na nią zupełnie nowymi oczyma, tak jej się przynajmniej zdawało.
– Dziękuję, Danielle, to mile z twojej strony. Chętnie z tobą porozmawiam.
Taran poczuła ukłucie w sercu, kiedy zobaczyła, jak na te słowa twarz dziewczyny pojaśniała, jakby się nad nią niebo otwarło. Nie rób jej nadziei, Dolg, pomyślała z goryczą. To nie jest najlepszy sposób traktowania Danielle.
To właśnie wtedy Taran powinna była wykorzystać okazję do powiedzenia kilku słów prawdy, wiedziała jednak, że jej brat Villemann stoi samotnie na dziobie pogrążony w smutnych myślach. Zdecydowanym krokiem ruszyła w jego stronę, pozwalając, by Danielle nadal się wygłupiała, jak to Taran w duchu określiła.
I tak to rzeczywiście wyglądało. Z wyrzutami sumienia, że nie poświęcał dotychczas swojej przybranej „ciotce” zbyt wiele uwagi, Dolg starał się nawiązać szczerą rozmowę.
– Popatrz na fale, Danielle! Zawsze uważałem, że to fascynujące obserwować wzburzone morze.
– Tak – szepnęła onieśmielona i zamiast na morze patrzyła na niego.
On ręką wskazał na coraz wyższe bałwany.
– Może udałoby nam się pochwycić tamtą falę, o, tę najdalszą…
– Myślisz, że to możliwe?
Oczywiście, bo przecież to nie jest wciąż ta sama woda. Fale powstają i przepływają obok nas dzięki ruchowi pod powierzchnią morza. A jeśli się jeszcze przytrafi silny wiatr… jak dzisiaj… Możemy jednak założyć, że ta największa fala płynąca w naszym kierunku niesie w sobie wielką tęsknotę. Za rym, by dotrzeć do odległego brzegu…
– Tak?
– Zawsze obserwuję, czy fala wciąż żyje, kiedy dopływa do mnie, do brzegu lub do burty statku.
– Tak. Dolg, czy nie uważasz, że w tej sukni jest mi bardziej do twarzy niż w tej w żółte kwiaty?
– Jakiej w żółte kwiaty?
– W tej, którą miałam na sobie wczoraj, rzecz jasna! Czy ty naprawdę nigdy niczego nie zauważasz? Przecież nie można tak iść przez życie z klapkami na oczach. Taran uważa, że w tej jest mi…
