
Początkowa Uriel czuł się zraniony. Później jednak okazywał zrozumienie. Erling twierdził, że Uriel krąży z nieustannym uśmieszkiem na wargach i z miną zadowolonego kota.
Ale dotarli na miejsce bez przeszkód i cnota nie została narażona na szwank.
Wciąż jednak pozostawało najtrudniejsze, a mianowicie jak ulokować Uriela we współczesnym społeczeństwie. Musiał w końcu odłożyć na bok anielskie maniery i stać się istotą materialną. Wszystko jedno jakim sposobem.
Zadni z tych nowych spraw, imię, zawód ani status społeczny, nie została rozstrzygnięta, gdy znaleźli się w końcu na nabrzeżu bergeńskiego portu, by witać płynący z Islandii szkuner. Villemann machał im radośnie z pokładu, oni odpowiadali tym samym.
– Na szczęście wszyscy są – westchnęła Theresa z ulgą.
– Nie widzę tylko Nera – szepnęła Taran zaniepokojona. W tej samej chwili olbrzymi psi łeb oraz dwie czarne łapy ukazały się na relingu tuż obok Dolga.
– Jakby cię usłyszał – mruknął Erling. – Co by mnie zresztą wcale nie zdziwiło.
Statek podszedł do nabrzeża. Po obu stronach, i wśród powracających, i wśród oczekujących, wyczuwało się niepokój. Taran zastanawiała się, jak też ojciec i mama przyjmą Uriela, kiedy usłyszą, że jest aniołem naprawdę, a nie tylko w przenośni. Uriel również się niepokoił czekającym go spotkaniem z najbliższą rodziną Taran. Villemann szukał wzrokiem Danielle i doznał ukłucia w sercu, gdy stwierdził ponownie, jaka jest drobna i maleńka, jaka bezradna i cudownie urodziwa. Danielle natomiast próbowała pochwycić wzrok Dolga, on jednak wołał coś do Erlinga i dla niej nie miał czasu. Był taki nieprawdopodobnie przystojny, kiedy się uśmiechał. Na ten widok Danielle ogarniała jakaś nieokreślona tęsknota i serce zaczynało jej bić mocniej. Ale on uśmiechał się tak rzadko…
Danielle ubóstwiała Dolga od czasu, kiedy uratował ją i Rafach z więzienia Virneburgów, co miało miejsce mniej więcej dziesięć. lat temu. Wtedy go podziwiała. Teraz jej ubóstwienie przerodziło się w smutną, bolesną, budzącą poczucie pustki miłość. Czuła tę pustkę dlatego, że on nigdy nawet najmniejszym gestem nie dal do zrozumienia, iż byłby skłonny jej uczucia podzielać, że byłby zdolny do czegoś więcej niż tylko siostrzane-braterskie przywiązanie. A to sprawiało ból, czasami trudny do zniesienia.
