– Fjodolf brzmi bardzo norwesko – zaproponował Rafael z szelmowskim błyskiem w oku i Taran cisnęła w niego podróżną poduszką.

By dotrzeć na czas do Bergen i nie spóźnić się na powitanie statku płynącego z Islandii., musieli odłożyć na bok wszystko, co się w jakikolwiek sposób wiązało z weselem. Babcia Theresa prosiła Taran, by pamiętała o swoim panieńskim honorze i mogła z podniesionym czołem stanąć w bergeńskim kościele przystrojona w dziewiczy wianek. Dobrze znała swoją wnuczkę i nie miała wątpliwości, że takie napomnienia są jak najbardziej na miejscu.

Ponadto Uriel i Taran powinni lepiej się nawzajem poznać, zanim zdecydują się na tak poważny krok, jak małżeństwo zawierane na życie. Podróż miała być dla nich czasem prawdziwej próby.

I rzeczywiście, była to próba. Ale przeszli przez nią śpiewająco. No, może czasami pojawiały się mniej czyste tony, ale jednak. Zdarzyło się kiedyś, że mówili sobie dobranoc przed drzwiami pokoju Taran w gospodzie… Ale wszystko skończyło się bardzo dobrze. Jeśli tak można określić błyskawiczną ucieczkę Uriela do swego pokoju. Podobnie jak wiele młodych panien Taran wypróbowywała swoje uwodzicielskie sztuczki, by widzieć, jak jej ukochany traci panowanie nad sobą. Niebezpieczeństwo, polega tu na tym, że dziewczyna sama poddaje się czarowi chwili i dość łatwo przekracza wyznaczone granice..

Taran również kilkakrotnie przeżyła szok, gdy posunęła się zbyt daleko. Nie miała pojęcia, jakie erotyczne siły w niej drzemią, trwała w przekonaniu, że zawsze i wszystko jest w stanie kontrolować.

A to, niestety, nieprawda. Kiedy Uriel tamtego wieczora opuścił ją pospiesznie, długo w noc siedziała w pokoju, zdumiona intensywnością ognia, trawiącego jej ciało.

Ostatecznie pod koniec podróży nieustannie trzymała go co najmniej na odległość ramienia od siebie. W obawie, że to ona sama doprowadzi do skandalu.



4 из 189