
Tiril przyglądała się swojej matce, zatroskana, czy Theresa się zbyt mocno nie postarzała, jakby chciała sprawdzić, ile jeszcze czasu zostało im razem. Za nic nie chciałaby jej utracić. Ale Theresa wyglądała dokładnie tak jak zawsze, szczęśliwa ze swoim Erlingiem i przybranymi dziećmi, Danielle i Rafaelem. Nic w jej wyglądzie nie budziło niepokoju.
Móri, który wiedział, że podczas ich nieobecności Taran przeżyła w Norwegii nieprzyjemne przygody, odetchnął z ulgą, na widok rozpromienionej twarzy córki.
Rafael zmarszczył brwi.
– Co jest z Dolgiem? – zastanawiał się głośno.
– Właśnie myślałam o tym samym – powiedziała Theresa. – Wydaje się jakiś jakby niepodobny do siebie.
Uriel na nic takiego nie zwrócił uwagi, ale on przecież nigdy jeszcze Dolga nie widział. Wszyscy pozostali zaś byli wyraźnie zaniepokojeni.
– Nie wydaje mi się, żeby coś w nim przygasło – mówiła Taran w zamyśleniu. – W dalszym ciągu sprawia nieziemskie wrażenie. Powiedziałabym raczej, że pojawiły się jakieś nowe cechy, choć nie umiem tego określić.
– Tak jest – poparła ją Theresa. – Stal się jakby wyraźnie władczy.
– Masz rację. – Erling też zauważył to samo. – Ale to nie jest złe pragnienie władzy, raczej… autorytet. Rafael kiwał głową.
– To wprost z niego promieniuje. Sila i władza. Zastanawiam się, jak do tego doszła. I dlaczego.
Statek przybił do brzegu. Villemann wyskoczył, zanim jeszcze ustawiono trap. Nero poszedł za jego przykładem. Na szczęście obaj wylądowali na kei.
Kiedy już wszyscy wysiedli i wielka ceremonia powitalna dobiegła powoli końca, Theresa szepnęła do Móriego:
– Co się stało z Dolgiem? Wszyscy się nad tym zastanawiamy.
– Zauważyliście? Wy także? Po raz pierwszy zwróciliśmy na to uwagę na morzu, podczas podróży. „To jakaś niezwykła władczość w jego zachowaniu, w wyglądzie, prawda?
