
– Dotknięta? – uśmiechnęła się Elisabet. – To by mogło być interesujące!
– O, nie, wielkie dzięki! Na razie, Bogu chwała, wygląda na to, że wszystkie te okropieństwa się skończyły. Nie ma nikogo dotkniętego w pokoleniu twojego ojca i w twoim także nie.
– Zapomina mama, że w pokoleniu ojca jeden był. Ten, który miał na imię Mar, tylko my go nigdy nie widzieliśmy. A mała Shira należy przecież do wybranych.
– W to ja nie wierzę – ucięła Tora zdecydowanie. – W tę Syberię i Bóg wie co jeszcze!
– No, ale Shira przecież tu kiedyś przyjechała, gdy mój ojciec był jeszcze chłopcem – upierała się Elisabet. – I przyrodni brat Shiry, Orjan, jeździł później w odwiedziny do niej i Mara na Syberię. – Zamyśliła się. – Ale mama ma rację. W moim pokoleniu nikt nie został obciążony dziedzictwem. Ani ja, ani syn Orjana, ani żadne z dwojga dzieci Daniela. Nikt! Ojciec i ciocia Ingrid uważają, że to zasługa Shiry. Już samo to, że znalazła jasną wodę, wystarczyło, by ród został uwolniony od przekleństwa.
– Daj Boże, żeby tak było – mruknęła Tora. Zdążyła już zapomnieć, że nie wierzy w niesamowitą historię o tajemniczej wędrówce Shiry.
Chociaż często wykrzykiwała różne ochy i achy z powodu, że jej mała rodzina należy do Ludzi Lodu, to ubóstwiała ich, zarówno Ulfa, jak i Elisabet. Nie umiała tylko tego okazywać, bo różniła się od nich charakterem i została zupełnie inaczej wychowana.
Myśli Tory dotknęły obszaru budzącego lęk i wstyd. Oskarżała Ludzi Lodu, że nie trzymają się ziemi. Sama jednak żyła w ciągłym niepokoju, że wyjdzie na jaw, iż w swojej rodzinnej parafii pozwala się tytułować margrabiną. Gdyby mąż i córka się o tym dowiedzieli, umarłaby ze wstydu.
Elisabet drgnęła.
– Proszę spojrzeć, mamo! Stary Nils biegnie znad rzeki!
Tora natychmiast otworzyła okno.
– Co się stało, Nils?
