
– Ten leń, syn Nilsa, jest okropnie bezmyślny – powiedział Ulf. – Gdzie się tylko pojawi, zaraz dochodzi do nieszczęścia.
Vemund skinął głową. Był to mężczyzna niezwykle przystojny, o szybkich, niecierpliwych ruchach. Miał szlachetny profil, a w oczach jakiś tajemniczy blask, jakby smutek czy nadmierną wrażliwość. Wargi zmysłowe i znamionujące siłę charakteru, włosy ciemnoblond, gęste i kręcone, skóra nosiła ślady przebywania na świeżym powietrzu, na słońcu i wietrze przy każdej pogodzie.
Siedzieli z Ulfem na kamienistym brzegu i nadzorowali pracę, susząc przy okazji w słońcu przemoczone ubrania i buty; oni także dostali swoją porcję wody na rzece.
– Byłem dosyć zdziwiony, kiedy wczoraj w biurze spotkałem twojego brata – powiedział Ulf swoim łagodnym głosem. – Jest zupełnie innym typem niż ty.
– Rzeczywiście – odparł Vemund w zamyśleniu. – Braciszek jest w bardzo trudnej sytuacji. Takie życie jak moje go przeraża, a wie, że nie odziedziczy ani dworu, ani przedsiębiorstwa. Wszystko to jest zapisane na mnie, zresztą zgodnie z prawem. Proponowałem, że odstąpię mu przynajmniej połowę, ale on nawet słyszeć o rym nie chce. Żadnej jałmużny! Taki ambitny jest mój Braciszek. Głupio ambitny!
Ulf posłał Vemundowi Tarkowi pełne zadumy spojrzenie.
– No tak, ty pewnie też masz swoje zasady. Na przykład nie chcesz mieszkać w Lekenes.
– To zupełnie inna sprawa – odparł Vemund krótko. – Ja nie pasuję do salonów.
– A mnie się zdaje, że pasowałbyś znakomicie – powiedział Ulf, przyglądając się arystokratycznemu profilowi tamtego. – W innym ubraniu, oczywiście, z upudrowanymi włosami. Czy twój brat nie ma imienia? Tylko Braciszek?
– Na chrzcie dano mu Arnold, ale tak właśnie ma na imię nasz ojciec, dlatego o bracie zawsze mówiło się Braciszek. Myślę, że wszyscy, jego nie wyłączając, zapomnieli, że ma też normalne imię.
