Ulf uśmiechnął się.

– Tylko że teraz to już nie jest mały braciszek. Przystojny mężczyzna!

– Tak. Panny, zdaje się, też tak uważają. On ma już dwadzieścia trzy lata, jest dwa lata młodszy ode mnie, ale nic w życiu nie zrobił, siedzi w domu z rodzicami. Czasami myślę, że ratunkiem dla niego byłoby ożenić się z jakąś dziedziczką dworu albo przedsiębiorstwa i nareszcie za coś odpowiadać. Wiesz, on ma mnóstwo zalet, ale jest zupełnie bezwolny. Hej, nie ruszajcie tych bali! – zawołał Vemund Tark w stronę rzeki. – Bo się to wszystko pomiesza!

Flisacy uznali ostrzeżenie za rozsądne i przenieśli się w inne miejsce.

– My w domu mamy podobny kłopot – Ulf uśmiechnął się krzywo. – Mamy córkę jedynaczkę, ale jej w żadnym razie nie wolno wyjść za mąż za dziedzica dworu czy innego majątku. Wtedy dopiero byłoby zamieszanie! Bo to ona musi przejąć Elistrand, a prawdopodobnie jeszcze dwa inne dwory w tutejszej parafii.

– Między innymi samo Grastensholm? – zapytał domyślnie Vemund.

Ulf skinął głową.

– Tak więc wyjściem dla niej byłoby małżeństwo z jakimś młodym człowiekiem, który niczego nie dziedziczy.

– Rozumiem. Ale akurat takich możliwości chyba nie brakuje. Młodsi synowie… Czasami chciałbym być w takiej sytuacji. Móc samemu wybrać sobie zawód, decydować o swoim życiu. Pracować ciężko, ale być kimś. Nie tak jak teraz, kiedy jestem zobowiązany przejąć coś, co już od dawna jest zorganizowane, działa, i dwór, którego w gruncie rzeczy nie chcę.

Teraz Ulf Paladin rozumiał, dlaczego Vemund Tark najchętniej przebywa na otwartym powietrzu i pracuje fizycznie. Pragnienie, żeby czegoś dokonać…

– Ale nie ma chyba piękniejszego dworu niż Lekenes – wtrącił. – Takie dziedziczne dobra…

– To nie jest dziedziczne – uciął Vemund. – Kupili go pięć lat temu.

– Twoi rodzice? Ach, tak! Zawsze mi się zdawało, że mówisz jakby z odcieniem obcego dialektu. Skąd pochodzicie?



7 из 182