Vemund Tark zerwał się z miejsca.

– Och, proszę spojrzeć tam! – zawołał. – O, mój Boże!

– To Edwin, syn Nilsa – powiedział Ulf, który też już stanął na równe nogi. – Idziemy!

Pobiegli nad rzekę. Vemund bez wahania rzucił się do zimnej wody. Młody Edwin, który dostał się pomiędzy bale, został już przez towarzyszy uwolniony i teraz, nieprzytomny, dryfował z prądem w dół rzeki obok długich pni.

Stary Nils rozpaczał głośno.

– Spokojnie, Nils, zaraz Tark się nim zajmie – uspokajał go Ulf Paladin.

– Ale tyle krwi! Cała woda czerwona, och!

– Wszystko będzie dobrze! Biegnij teraz do domu i przynieś mi walizeczkę z lekarstwami. Poproś o nią moją żonę!

– Ale jeżeli on już…

– Nie umarł, zobacz, chwycił ratownika za ramię! Woda zapewne przywróciła mu świadomość. Pospiesz się, my tymczasem wydobędziemy go na brzeg.

Stary pobiegł jak mógł najszybciej.

Przemoczeni do suchej nitki mężczyźni wychodzili na brzeg kawałek dalej. Wszyscy biegli na miejsce wypadku, spławiane drewno pozostawili na jakiś czas własnemu losowi.

Młody zarozumialec Edwin, któremu się wydawało, że jest co najmniej tak dobrym flisakiem jak starsi i doświadczeni mężczyźni, wyglądał teraz naprawdę żałośnie. Krew buchała z długiej rany na udzie, a jedna ręka była chyba złamana.

– Jego ojciec zaraz przyniesie środki opatrunkowe – wyjaśnił Ulf. – Tymczasem musimy próbować zatamować krew. Coś ty tam robił, Edwin? Powiedziałem ci, że to nie jest zabawa dla nowicjuszy.

– Umieram! – zawodził Edwin nieustannie. – Umieram!

– Nie, nie umierasz. Ale boleć to cię trochę może. I jeszcze poboli przez jakiś czas.

Na szczęście dzień był ciepły i ubrania pomagających rannemu mężczyzn szybko schły. A z Edwinem nie było łatwo, wrzeszczał przez cały czas i nie pozwalał się dotknąć.

Vemund Tark spojrzał w stronę dworu.



8 из 182