
Kiedy jednak w przydrożnej gospodzie zjadł nareszcie przyzwoity obiad, zakrapiany nawet winem, zaczął rozważać inną ewentualność. Przez długie miesiące nie otrzymał żadnej wiadomości z domu. Bardzo go to zraniło, choć przypuszczał, że kryje się za tym coś więcej niż obojętność czy gniew rodziców.
Skończył już dwadzieścia jeden lat.
I był tak blisko Eldafjord…
A może by tam pojechać?
Opróżniwszy karafkę z winem, znów poczuł się silny i pewny siebie.
Na wszelki wypadek wysłał jeszcze jeden list, krótki, ale między wierszami dało się wyczytać rozżalenie.
Kochana Mamo i Ojcze!
Wydostałem się z piekła, o ile oczywiście Was to jeszcze interesuje. Dlaczego przez ten cały czas nie odezwaliście się, nie odpowiedzieliście na moje listy? Nie chcieliście przyjąć mej prośby o wybaczenie?
Z czasem pewnie wrócę do domu. Teraz jednak znalazłem się blisko celu mej podróży, mam tam więc zamiar pojechać.
Wasz mimo wszystko oddany syn Eskil.
Wiele dni spędził w gospodzie, zanim wypoczął i nabrał sił.
W końcu jednak wyruszył w stronę morza, by znaleźć łódź, która zawiozłaby go do Eldafjord.
Rodzice Eskila, Heike i Vinga, w domu na Grastensholm przez całą zimę dokładali wszelkich starań, by trafić na bodaj najmniejszy ślad swego zaginionego syna. Nie było od niego żadnej wieści. Listy między nimi a Tulą krążyły często, ale i Tula nie potrafiła powiedzieć niczego, co byłoby dla nich w jakikolwiek sposób pomocne. Rozpaczała zresztą z tego powodu, po tysiąckroć oskarżając samą siebie, że nie postarała się wyciągnąć z Eskila więcej informacji o planowanej przez niego wyprawie. Ale Eskil był taki tajemniczy i okazywał wyjątkową małomówność, jeśli chodziło o Eldafjord. Zrozumiała tylko, że było tam jakieś domiszcze, opuszczone, bądź wręcz wymyślone, wiązała się z nim jakaś zagadka. Tula rozstała się z Eskilem w Christianii, stamtąd miał wyruszyć na północny zachód ku czemuś, co wydawało mu się niezwykle interesujące.
