
Nie mógł pojąć, dlaczego ojciec i matka nie przybyli mu na ratunek. Takie to do nich niepodobne!
Miesiąc później, kiedy pod wpływem promieni wiosennego słońca z sopli zwisających nad małym okienkiem zaczęła skapywać woda, ktoś nieoczekiwanie przyszedł Eskilowi z pomocą. Do miasteczka zawitał jeden z ludzi króla Karla Johana.
Zdarzyło się, że ów człowiek, zacna dusza, od któregoś z urzędników, obdarzonego cokolwiek za długim językiem, usłyszał o niechęci mieszkańców do królewskich szpiegów, kręcących się po okolicy. Dowiedział się także o szpiegu, którego aresztowano pod pretekstem włóczęgostwa.
Zausznik króla zmarszczył czoło. Ze stolicy nie wysyłano tak młodego człowieka, a już na pewno nie w te rejony kraju. Ten dystrykt został gruntownie zbadany dawno temu i przestał być przedmiotem zainteresowania.
Zapadło kłopotliwe milczenie.
No, prawda, że chłopak nigdy się do niczego nie przyznał, ale był taki ciekawski! Bezustannie chciał o wszystkim dyskutować.
Królewski wysłannik zachmurzył się jeszcze bardziej. Nie można ot, tak sobie, aresztować szpiegów Jego Wysokości, bez względu na to, jak wielkimi są gadułami. Zaczął więc nalegać na widzenie z Eskilem. Urzędnik o długim języku wystraszył się nie na żarty i obiecał załatwić to jak najprędzej.
I tym sposobem Eskil wydostał się z więzienia. Zatarg między miejscowymi władzami a zaufanym człowiekiem króla to długa i nudna historia, której nie warto tu przytaczać.
Eskil nareszcie był wolny! Wysłannik dworu zatroszczył się o to, by chłopak odzyskał wszystkie swoje rzeczy, konia, ubranie i pieniądze.
Eskil opuścił znienawidzone miejsce.
Co miał teraz zrobić? Schorowany i wycieńczony tak długim i surowym odosobnieniem, w pierwszej chwili pomyślał przede wszystkim o powrocie do domu.
