Zsunął się w dół jej ciała, obdarzając ją po drodze pocałunkami i pieszczotami. Jej ciało wiło się pod jego dotykiem, a oddech już teraz był szybki i urywany, zanim Nick gwałtownie szarpnął zębami koronkę majteczek. Całował właśnie wnętrze jej uda, gdy przerwał mu nieoczekiwany dźwięk. Wyprostował się, żeby usłyszeć coś spod kołdry.

– Nie przerywaj, proszę – jęczała, ciągnąc go z powrotem.

Znowu to samo. Jakiś łomot. Ktoś był pod drzwiami.

– Zaraz wracam. – Delikatnie odsunął jej ręce i wytoczył się z łóżka, uwalniając się z pościeli, i o mały włos się nie przewrócił. Wciągnął dżinsy i spojrzał na zegar. Była dziesiąta trzydzieści sześć w nocy.

Ciemność mu nie przeszkadzała, znał na pamięć każdą szczelinę w drewnianych schodach. Szedł na palcach, choć jego rodzice nie bywali już w starym wiejskim domu od ponad pięciu lat.

Stukanie do drzwi stawało się coraz głośniejsze i natarczywsze.

– Chwileczkę – zawołał zniecierpliwiony, chociaż i zadowolony z niespodziewanego obrotu spraw.

Otworzył. Stał przed nim syn Hanka Ashforda. Rozpoznał go bez trudu, mimo iż nie pamiętał jego imienia. Chłopak mógł mieć jakieś szesnaście, siedemnaście lat, był świetnie zbudowany. Pewnie jest pomocnikiem w drużynie futbolowej, pomyślał Nick. Teraz, z rękami w kieszeniach i oszalałym wzrokiem na bladej twarzy, przygarbiony stał na ganku. Drżał, a na jego czole perlił się pot.

– Szeryfie, musi pan pojechać… na Old Church Road… proszę, musi pan…

– Był wypadek? – Ostre nocne powietrze kłuło skórę Nicka, ale było to przyjemne.

– Nie… nie o to chodzi… O Chryste, szeryfie, to okropne. – Chłopak odwrócił się w stronę samochodu. Nick zauważył dziewczynę na przednim siedzeniu.

Oślepiało go światło reflektorów, ale i tak widział, że dziewczyna płacze.



8 из 327