— Tak — przyznałem. — Hałas mi przeszkadza. Poza tym nie lubię tego rodzaju turystów, Amadzie. Nie znoszę, gdy ludzie wypoczywają z taką gorliwością.

Amad skinął głową i ostrożnie włożył do ust kolejny plasterek. Patrzyłem, jak gryzie. Skupione ruchy jego dolnej szczęki wyglądały niemal profesjonalnie. Przełknął i powiedział:

— Jednak syntetyka nie wytrzymuje porównania z naturalnym produktem. Nie ta gama… — poruszył wargami, cichutko cmoknął i kontynuował: — Są jeszcze dwa luksusowe hotele w centrum miasta, ale moim zdaniem…

— Tak, to również mi nie odpowiada — powiedziałem. — Hotel pociąga za sobą określone zobowiązania. I jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś zdołał napisać w hotelu coś porządnego.

— Z tym bym się nie zgodził — zaprotestował Amad, oglądając krytycznie ostatni plasterek. — Czytałem pewną książkę i tam było napisane, że powstała właśnie w hotelu. Hotel Floryda.

— Aha — powiedziałem. — Ma pan rację. Ale wasze miasto nie jest ostrzeliwane z armat.

— Z armat? Oczywiście, że nie. W każdym razie z reguły nie jest.

— Tak właśnie myślałem. A tam wspomniano, że porządną książkę można napisać tylko w hotelu pod obstrzałem.

Amad mimo wszystko wziął plasterek.

— Niełatwo to zorganizować — stwierdził. — W naszych czasach trudno o armatę. No i byłaby to bardzo kosztowna impreza. Hotel mógłby stracić klientelę.

— Hotel Floryda również w swoim czasie stracił klientelę. Hemingway mieszkał tam sam.

— Kto?

— Hemingway.

— A… ale to przecież było bardzo dawno temu, jeszcze za faszystów. Mimo wszystko czasy się zmieniły, Iwanie.

— Tak — odparłem. — W naszych czasach pisanie w hotelach nie ma sensu.

— Bóg z hotelami — powiedział Amad. — Wiem, czego pan potrzebuje. Pensjonatu. — Wyjął notes. — Proszę podać warunki, spróbujemy wybrać coś odpowiedniego.



6 из 165