
– Weź się w garść – mruknęła i wzięła kieliszek do ręki. Przez chwilę patrzyła na niego, a potem go uniosła.
– Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, mamo – szepnęła, jakby Faith była z nią w pokoju, i upiła łyk wina. – Za nas.
Matka zawsze jej powtarzała, że łączy je szczególna więź, bo mają urodziny tego samego dnia. Mawiała, że są jak dwie krople wody.
Cóż… niezupełnie.
Nie.
Wcale nie.
– A teraz… odejdź, proszę – wyszeptała. – Zostaw mnie w spokoju.
Dopiła wino, zakorkowała butelkę i wstawiła ją do lodówki, a potem stanowczym ruchem postawiła kieliszek na blacie. Zrobiła to chyba zbyt gwałtownie, bo nóżka pękła i Abby skaleczyła się w kciuk
– Świetnie – mruknęła. Tylko tego jej brakowało. Wyjęła z szuflady plaster i owinęła ociekający krwią palec. Potem wytarła krople krwi z blatu, wyrzuciła szkło do kosza i poszła do garażu. Oparta o stos drewna stała tam tablica z napisem: na sprzedaż bez pośredników. Wzięła ją, zaniosła na koniec podjazdu i powiesiła na paliku, który po południu wbiła w ziemię.
– Doskonale – mruknęła, choć w sercu poczuła ukłucie żalu. Kiedy kupowali dom, wiązała z nim tyle nadziei. Tak bardzo chciała znaleźć tu szczęście.
I była taka głupia. Spojrzała na dom w zapadającym zmierzchu. Został przebudowany i odnowiony. Teraz znajdowały się w nim dwie małe sypialnie, łazienka i stryszek, gdzie mieściło się biuro. W drugim, mniejszym budynku, który pierwotnie miał być domkiem dla gości, Abby urządziła studio fotograficzne, ciemnię i zainstalowała drugą łazienkę.
Pięć lat temu uznali, że dom jest idealny, i mieszkali w nim do czasu, kiedy wszystko się rozpadło. W końcu Nick wyprowadził się do innej kobiety… Nie, nie, było inaczej. Kobiety pojawiły się najpierw. Poczynając od Giny.
Teraz nie miało to żadnego znaczenia.
