– Wspaniale, prawda? – zwróciła się do kota, który wdrapał się na oparcie sofy, ułożył na pledzie wydzierganym przez babkę Abby i ziewnął szeroko.

Szybko wytrząsnęła z albumu resztę zdjęć i zaczęła wrzucać je do ognia. Skręcały się i zwijały w płomieniach.

– Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz – szepnęła, kiedy ogień zaczął przygasać. Skończyła wino i przysięgła sobie, że teraz jej życie zmieni się diametralnie.

Nie wiedziała jeszcze, jak bardzo prawdziwe były te słowa.


Prześliznął się między deskami połamanego płotu i spojrzał na budynek, w którym wiele lat temu wszystko się wydarzyło.

Nocne owady brzęczały cicho, a mdłe światło księżyca ukazywało popękane cegły, suche, wyszczerbione fontanny i zarośnięte trawniki. Ogród, gdzie kiedyś były starannie przystrzyżone żywopłoty i porośnięte wodnymi liliami stawy, został zrujnowany. Budynek z czerwonej cegły, z wykuszami zdobnymi w maszkarony, chylił się ku upadkowi jak piękna kobieta, z której zostały tylko skóra i kości.

Zamknął na chwilę oczy. Przypominał sobie szpital w czasach jego świetności, dumną fasadę i brudne sekrety, które się za nią kryły. Zapachy i dźwięki: szepty modlitwy, tłumione krzyki. Tu Bóg spotykał się z Szatanem.

Dom.

Otworzył oczy i ruszył zarośniętą chwastami ścieżką, najwyraźniej od dawna zapomnianą przez wszystkich. Poza nim.

Dwadzieścia lat to całe pokolenie.

Dwadzieścia lat to całe życie.

Dwadzieścia lat to wyrok.

Dwadzieścia lat to dość, by zapomnieć.

Ale teraz nadszedł czas, by sobie przypomnieć.



17 из 302