Wyjął z kieszeni pęk kluczy i szybko podszedł do tylnych drzwi. Wybrany klucz bez trudu obrócił się w zamku.

Wszedł do środka i włączył małą kieszonkową latarkę. Przyzwyczajał się znowu do tego miejsca, wrócił tu niemal dwa miesiące wcześniej. Tyle czasu potrzebował, by się tu zadomowić i przygotować.

W środku było ciemno, latarka rzucała niewiele światła, ale w ciągu kilku ostatnich tygodni zdążył się ponownie zaznajomić z mrocznymi korytarzami, skrzypiącymi drewnianymi podłogami i zabitymi deskami oknami. Wbiegł lekko na schody i zatrzymał się na podeście. Stary witraż w oknie przetrwał w cudowny sposób. Skierował na niego snop światła i przypomniał sobie jej ciemną sylwetkę na tle barwnego szkła.

Ale nie było czasu na wspomnienia. Odwrócił się i szybko ruszył schodami na drugie piętro.

Do jej pokoju.

Poczuł ucisk w gardle na wspomnienie jej lśniących, kasztanowych włosów, błyszczących oczu, które otwierała tak szeroko, kiedy ją zaskoczył… linii jej policzków i szyi, którą tak pragnął całować…

Tak bardzo jej pożądał.

Nigdy nie pożądał nikogo tak jak Faith.

Znowu poczuł znajomy ból, zaczynający się w kroczu i obejmujący całe ciało. Na czoło wystąpiły mu kropelki potu. Spodnie nagle wydały się za ciasne.

Z mocno bijącym sercem stanął u szczytu schodów.

Pokój 307 znajdował się w połowie korytarza, dokładnie nad półkolistym podjazdem. Tu, w tym małym pomieszczeniu jego życie zmieniło się na zawsze.

Ostrożnie otworzył drzwi i wszedł do pokoju, gdzie wszystko się wydarzyło.

Nie tak dawno temu…

Ten pokój zajmowała Faith. Piękna Faith. Przerażona Faith. Drżąca Faith.

Znowu ogarnęła go fala wspomnień. Tak wyraźnych, jakby nie minęło dwadzieścia lat.

Przypomniał sobie zapach jej skóry, słodki, niski głos, jej uśmiech, sposób, w jaki chodziła… pośladki unoszące się pod spódnicą.



18 из 302