
Zacisnął zęby. Ból wzniecił w nim dawną żądzę, rozgrzewał krew, pulsował w skroniach.
Nie powinien jej pożądać.
To był grzech.
Nie powinien jej całować.
To był grzech.
Nie powinien zdejmować jej koszuli, by odsłonić piersi.
To był grzech.
Nie powinien jej brać, ociekając potem, podczas gdy ona zaciskała palce na jego ramionach i krzyczała z rozkoszy.
To było niebo.
I piekło.
Przeszedł przez pokój, gniewnie zaciskając dłonie w rękawiczkach. Faith. O, Faith, zostaniesz pomszczona.
Delikatnie, niemal z szacunkiem przesunął palcami po framudze okna, a potem spojrzał tam, gdzie kiedyś stało jej łóżko. Pamiętał, że w tym pokoju zawsze unosił się lekki zapach bzów i róż, a słońce przeświecało przez poruszane wiatrem muślinowe firanki.
Teraz było tu zupełnie pusto.
Oświetlił latarką zardzewiałe śruby, którymi kiedyś przykręcono łóżko do podłogi. Wokół leżały martwe muchy, kilka z nich tkwiło jeszcze w starych pajęczynach. Wszystko pokrywała gruba warstwa kurzu, z drewnianych framug okien i drzwi niszczyła się farba. Tapeta w kwiaty zblakła i odpadała od ścian, z sufitu schodziły na nią ciemne, brązowe zacieki.
Tyle zła, tyle krzywdy wyrządzono w tym małym pokoju.
Ogarnął go ciemny, palący gniew.
W końcu będzie mógł naprawić wszystkie krzywdy.
Zemścić się.
Zacznie już dziś.
Rozdział 2
Abby jechała samochodem, znacznie przekraczając dopuszczalną szybkość. Była już spóźniona i starała się nadrobić stracony czas. Niebo zasnuwały ciemne burzowe chmury, przednią szybę zalewały strugi deszczu. Włączyła światła.
Kiedy życie staje się twarde, trzeba być twardym.
Przypomniało jej się credo Jacques’a Chastaina.
Próbowała stosować się do tej zasady tak jak Gina, czuła jednak, że nigdy nie była tak silna jak ojciec i siostra. Pod tym względem także była podobną do matki.
