Może to tylko zły sen. Koszmar. Czy nie tak mówiły siostry, cicho, uspokajające? Poklepywały ją po ramieniu i patrzyły na nią ze współczuciem i niedowierzaniem. Zły sen. Tak! Makabryczny koszmar. Nawet pielęgniarka zgodziła się z zakonnicami. I lekarz, chłodny profesjonalista, który rozmawiał z nią tak, jakby była małym dzieckiem.

– Ależ Faith, nikt cię nie śledzi – powiedział z protekcjonalnym uśmiechem. – Wiesz przecież. Jesteś tylko… trochę zagubiona, to wszystko. Jesteś tu zupełnie bezpieczna. Pamiętaj, to teraz twój dom.

Poczuła gorące łzy pod powiekami i zaczęła się drapać coraz mocniej. Dom? To okropne miejsce? Zamknęła oczy i zacisnęła palce na wezgłowiu łóżka.

Czy naprawdę jest tak chora, jak mówią? Czy naprawdę widzi ludzi, których wcale przy niej nie ma? Ciągle to powtarzają i teraz sama nie jest już pewna, co jest prawdą, a co nie. Może to spisek? Może chcą, by uwierzyła, że jest tak szalona, jak twierdzą?

Usłyszała kroki.

Zadrżała; drzwi szafy się uchyliły.

– Słodki Jezu. – Cofnęła się, drżąc i nie spuszczając wzroku z szafy.

Rozejrzała się, szukając czegoś, co mogłoby posłużyć za broń, ale zabrali jej nawet nóż do otwierania listów.

Podniosła oczy. Był tu, widziała go teraz wyraźnie, wysoki mężczyzna, zagradzający jej drogę do drzwi. Było za ciemno, żeby dostrzec jego twarz, ale wiedziała, że uśmiecha się złośliwie.

Był Szatanem Wcielonym. Nie mogła przed nim uciec. Jak zawsze.

– Proszę, nie. – Jej głos brzmiał żałośnie słabo, nogi drżały.

– Co, nie?

Nie dotykaj mnie… nie kładź rąk na moim ciele… nie mów, że jestem piękna… nie całuj mnie…

– Wyjdź stąd. – Dobry Boże, nie miała broni, nic, co mogłoby go powstrzymać.



3 из 302