Nad telewizorem, na górnej półce obok kominka, stało duże zdjęcie jej matki. Była na nim uśmiechnięta, ciemne włosy okalały miękko jej twarz, a złoto-brązowe oczy nie zdradzały cierpień, jakich musiała doświadczać jej dusza.

Abby podeszła do półki i wzięła fotografię do ręki.

– …szpital zostanie wyburzony, prawdopodobnie w przyszłym roku, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem…

Abby szybko spojrzała na ekran. Mają zamiar zburzyć stary szpital?

– W przyszłości powstanie tu dom opieki dla osób starszych wraz z przylegającym do niego ośrodkiem zdrowia.

– Dziękuję, Dario – powiedział spiker w studiu, podnosząc leżące przed nim kartki. – Po przerwie dalszy ciąg informacji na temat losów szpitala.

– Nie, dziękuję. – Abby wyłączyła telewizor i twarz spikera zniknęła.

Westchnęła głęboko i zaczęła myśleć o tym, co usłyszała. I co z tego, że szpital, w którym jej matka zakończyła życie, zostanie zburzony? Co z tego, i że nowy budynek zastąpi stary? Na tym właśnie polega postęp, prawda?

Postawiła zdjęcie matki na półce, poszła do kuchni i otworzyła lodówkę. Nie było wody mineralnej.

– Do diabła.

Wzięła szklankę z kredensu i odkręciła kran. W starych rurach zabulgotało jękliwie. Oparła się biodrem o blat, napełniła szklankę wodą i przypomniała sobie wszystkie powody, dla których postanowiła wrócić do Luizjany.

Bo właściwie wcale nie miała ochoty tu wracać.

Uważała, że Seattle – ze względu na swój klimat, bliskość gór, interesującą historię, a przede wszystkim ponad trzy tysiące kilometrów dzielące je od Luizjany – to dla niej wymarzone miejsce.

Obiecała sobie jednak, że wróci tam, gdzie jej życie zmieniło się na zawsze po tragicznej śmierci matki. Bo doszła do wniosku, że aby raz na zawsze odciąć się od duchów przeszłości, musi odwiedzić ten stary szpital, zrobić zdjęcia i jeszcze raz spróbować odtworzyć tę noc, którą pamiętała tak mgliście.



30 из 302