
– Chciałabyś – mruknęła do siebie i wróciła do środka.
Rozejrzała się dookoła i doszła do wniosku, że będzie musiała jednak trochę posprzątać, zanim zacznie kogokolwiek oprowadzać po domu.
W sypialni zrzuciła bluzkę i spodnie i przebrała się w „rzeczy do sprzątania”, ukochane stare dżinsy i poplamiony podkoszulek. Potem zebrała rozwichrzone loki w koński ogon i zabrała się do polerowania stołów, mycia okien i pastowania drewnianych podłóg.
Włączyła telewizor i jednym uchem wysłuchała ostrzeżeń przed tropikalną burzą, zbierającą się na Atlantyku. Po prognozie pogody zaczęły się reklamy, a potem nastąpił ciąg dalszy wiadomości.
Abby wycierała właśnie parapet, kiedy usłyszała coś, co przykuło jej uwagę.
– Nasza Pani od Cnót…
Podniosła głowę. I spojrzała na mały telewizor stojący na półce z książkami.
– …Szpital znajdował się w tej okolicy od prawie stu lat – mówiła dwudziestoparoletnia dziennikarka. – Budynek, który widzicie państwo za mną, przechodził w tym czasie wiele zmian i kryje w sobie ślady wielu, czasami sensacyjnych, historii.
O Boże, chyba nie wywloką teraz tego, co stało się z moją matką?
Abby zesztywniała, jakby w oczekiwaniu ciosu.
– Wybudowano go na sierociniec, po drugiej wojnie światowej w budynku urządzono szpital, prowadzony przez katolicki zakon żeński.
Teraz kamera objęła cały, niegdyś wspaniały budynek z czerwonej cegły.
– W ostatnich dziesięcioleciach mieścił się tu szpital psychiatryczny, lecz choć był własnością prywatną, także ucierpiał, kiedy skończyły się fundusze federalne. Po samobójstwie jednej z pacjentek, blisko osiemnaście lat temu został zamknięty…
Abby zacisnęła zęby i opuściła gąbkę. Widok na ekranie wydał jej się nagle i dziwnie nierealny.
