Rozdział 1

Dwadzieścia lat później

Cambrai, Luizjana

Chciałam ci tylko złożyć życzenia urodzinowe – powiedziała siostra do automatycznej sekretarki.

Abby stała pośrodku swojej małej kuchni. Słuchała i zastanawiała się, czy jednak nie podnieść słuchawki. W końcu postanowiła, że nie. Nie była w nastroju. Spędziła cały dzień w swoim studiu w Nowym Orleanie, użerając się z dziećmi, które miały własne pomysły na to, jak powinien wyglądać portret bożonarodzeniowy. Teraz miała tylko ochotę na kieliszek wina. Może dwa. A nie na wysłuchiwanie życzeń urodzinowych.

– No to… zadzwoń do mnie, jak już wrócisz. Na Zachodnim Wybrzeżu jest jeszcze dość wcześnie, wiesz. Chciałabym… chciałabym z tobą porozmawiać, Abby. Trzydzieści pięć lat to w pewnym sensie przełom.

Tak, pomyślała Abby, pod wieloma względami. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła butelkę chardonnay. Kupiła ją miesiąc wcześniej, kiedy sądziła, że jej przyjaciółka, Alicia, odwiedzi ją w Luizjanie.

– Kiedy… kiedy odsłuchasz tę wiadomość… to znaczy, zakładając, że nie słuchasz jej teraz… tylko nie chcesz ze mną rozmawiać… W każdym razie zadzwoń do mnie, dobrze? – Gina urwała na moment. – Minęło dużo czasu, Abby – dodała. – Pora zakopać topór wojenny.

Abby nie była tego całkiem pewna. Odkręciła wodę i opłukała kieliszek, na którym od dwóch lat zbierał się kurz.

– Wiesz, Abby, że nie chodzi tylko o ciebie – przypomniała Gina.

– Oczywiście, że nie. Chodzi o ciebie.

– Dla mnie to również ciężki dzień. Ona była także moją matką.

Abby zacisnęła zęby. Znowu zaczęła się zastanawiać czy nie podnieść słuchawki, i znowu zdecydowała, że nie. Sięgnęła do szuflady, wyciągnęła korkociąg i zaczęła otwierać butelkę wina.

– Słuchaj, Abs, naprawdę mam nadzieję, że nie siedzisz teraz sama w domu i nie słuchasz tego, co mówię… Powinnaś się jakoś zabawić.



6 из 302