Ale to on to zrobił. Ten diabeł, którego jedynym celem było zadawanie jej bólu. Odmówiła mu, a on uderzył w lustro pięścią.

Tak było.

A może nie? Patrząc teraz na krew za swoimi paznokciami, nie była tego pewna. Co się ze mną dzieje?

Chciałaś go zabić… chciałaś się obronić!

Zamknęła oczy i jęknęła przeciągle. Nie wiedziała już, w co wierzyć. Cofnęła się do okna. Chciała odsunąć się od niego, od pokusy, od grzechu.

Gdzie jest jej mąż? I jej dzieci? Co się stało z dziewczynkami?

Ogarnęła ją panika. Zamrugała szybko, usiłując się skupić. Dziewczynki są bezpieczne. Muszą.

Skup się, Faith. Weź się w garść. Gina i Abby są z Jacques’em. Przyjadą dzisiaj, pamiętasz? Dziś są twoje urodziny.

A może nie?

Cofnęła się jeszcze trochę.

– Jesteś zagubiona, Faith, ale ja mogę ci pomóc – rzekł spokojnie, jakby nic się między nimi nie wydarzyło, jakby wszystko było tylko wytworem jej wyobraźni, jakby nigdy jej nawet nie dotknął.

Dobry Boże, jak bardzo musi być szalona?

Odwróciła się szybko, zahaczając stopą o brzeg dywanu. Dostrzegła w szybie odbicie swojej upadającej sylwetki. Widziała, jak rzucił się w jej stronę, poczuła na sobie jego dłonie.

– Nie! – krzyknęła, upadając.

Rozległ się brzęk tłuczonego szkła.

Szyba pękła.

Krata z kutego żelaza z chrzęstem wypadła z framugi.

Krzycząc, Faith zamachała w powietrzu ramionami, usiłując uchwycić się parapetu, występu w murze, cegły, czegokolwiek! Ale było za późno. Zachwiała się i runęła w dół. Kawałki szkła poszarpały jej nocną koszulę i skórę na obnażonych nogach.

W ułamku sekundy zrozumiała, że już po wszystkim. Już nigdy nie będzie cierpiała.

Faith Chastain zamknęła oczy, spadając w ciemność gorącej, dusznej nocy.



5 из 302