
Dowódca pokiwał głową.
– Co najmniej dwudziestu – powtórzył zamyślony. – A nas jest czterech wyćwiczonych żołnierzy i czterech cywilów.
– Wzgórze jest dobrym punktem wypadowym, kapitanie.
– Owszem, też już o tym myślałem.
Móri i Dolg popatrzyli po sobie, chłopiec kiwnął głową, a jego ojciec powiedział:
– Wspominaliśmy o niebezpieczeństwie, wyczuwaliśmy jednak coś jeszcze, zarówno Dolg, jak i ja: tutaj czai się także zło. Od zwyczajnych wojaków nie bije taka ohydna siła. Nie znam jej źródła, lecz mam swoje podejrzenia.
– Kardynał, tutaj? – cicho spytała Theresa. – W takiej głuszy? Trudno mi w to uwierzyć. W każdym razie musiało go tu zwabić coś szczególnego.
Móri zastanawiał się, zacisnąwszy mocno szczęki, a po chwili zwrócił się do wszystkich:
– Przyjaciele, jak wiecie, mam kontakt z innym światem. Jego przedstawiciele towarzyszą nam także w tej chwili.
– O, tak, zdążyliśmy już się zorientować – odparł jeden z żołnierzy nie bez goryczy w głosie.
– Czy zgodzicie się, abym poprosił ich o pomoc, jeśli nasza sytuacja okaże się całkiem beznadziejna? Nie chcę, aby choć jedno z nas musiało oddać życie. Czy mogę się do nich zwrócić?
Pytanie zaskoczyło zebranych, lecz żołnierze i parobkowie mężnie pokiwali głowami.
– Nigdy ich nie widzieliśmy – oświadczył dowódca. – Wyczuwamy jednak ich obecność. Dobrze, panie Móri, przyjmiemy ich pomoc w razie konieczności. Ale co oni mogą zrobić?
Theresa i Erling nie mogli powstrzymać się od uśmiechu.
– Zdziwicie się! – uprzedził Erling. – Ale czy macie śmiałość ich zobaczyć? Niektórych doprawdy trudno nazwać urodziwymi, choć dwaj najstraszniejsi są przy naszej drogiej Tiril i ta świadomość od dawna jest nam wielką pociechą.
– Nie wiecie, ile potrafimy wytrzymać – odrzekł kapitan, uśmiechając się pod nosem. – Niestraszne nam trolle ani nawet sam Zły. Ale wezwiemy ich tylko wtedy, gdy sytuacja będzie naprawdę krytyczna, prawda, panie Móri?
