– To pewno to zwierzę, co tak śmierdzi – mruknął ktoś inny. – Trzeba rozpalić ognisko.

Zajmowali się tym przez jakaś czas.

Myśli Tengela pracowały z wysiłkiem. Powoli i w napięciu, ale skutecznie. Kiedy tamci znowu usiedli, wszyscy byli już podporządkowani jego woli.

– Jak zamierzasz to zrobić, Gawriło?

Gawriło wyjaśnił, wspomagany przez Tengela, podległy jego wpływowi.

– Ty chyba nie masz dobrze w głowie – powiedział któryś, gdy Gawriło skończył swoją opowieść. – Po czymś takim nie uda ci się ujść z życiem.

– Oczywiście, że mi się uda. Wmieszam się w tłum i tyle mnie widzieli.

Tengel Zły wydał z siebie chichot podobny do gulgotania. „I ty w to wierzysz, nieszczęsny głupcze? Ale twój los jest mi najzupełniej obojętny. Ja chcę tylko, żebyś poruszył lawinę, spowodował możliwie jak największe nieszczęście. Katastrofę! A o wszystko inne już ja się zatroszczę, o następstwa tej katastrofy także. Ty jesteś jedynie narzędziem”.

Wszyscy zgromadzeni przy ognisku byli teraz zgodni, co należy czynić. Wydobyli swoją broń, karabiny i pistolety, ważyli je w rękach, mierzyli do niewidocznych celów. Gawriło Princip był bardzo podniecony i tak niecierpliwy, że zaraz gotów był ruszać do akcji. Ryzyko śmierci straciło dla niego jakiekolwiek znaczenie.

Tengel Zły nie lubił ognisk, nie chciał tu już dłużej zostawać. Wstał i wyciągnął ku mężczyznom ręce w magicznym geście. Oni podświadomie to wyczuli, skulili się wszyscy jakby przestraszeni, nie wiedzieli jednak, co sprowadziło na nich ten nagły lęk.

„Niech ich działania mają nieobliczalne skutki dla świata”, nakazywał Tengel. „Niech zapanuje chaos i niech ludzkie kreatury mordują się nawzajem tak skutecznie, jak to tylko możliwe. Niech słabi zostaną unicestwieni, a przy życiu niech zostaną tylko najsilniejsi i najtwardsi, z których uczynię swoje narzędzia! Bo oto teraz Tan-ghil wraca, żeby się upomnieć o przyobiecaną mu władzę. Zostanie tu do końca czasu i jeszcze dłużej. Jego życie i jego panowanie są wieczne!”



21 из 191