
— Wobec tego — powiedział Pritcher, nie dając za wygraną — dlaczego nie cofnie pan mojej odmiany, jeśli myśli pan, że dzięki temu stanę się lepszym wywiadowcą? Teraz chyba może mi pan ufać.
— Nigdy w życiu, Pritcher. Dopóki będziesz w zasięgu mojej władzy, pozostaniesz Odmienionym. Gdybym w tej chwili cofnął swój wpływ, to w następnej byłbym już martwy.
Generał poczerwieniał.
— Rani mnie pan, myśląc o mnie w ten sposób.
— Nie chcę cię zranić, ale jest po prostu niemożliwe, żebyś mógł przewidzieć, jakie będziesz żywił uczucia, kiedy cofnę swój wpływ i będziesz się mógł kierować swoimi naturalnymi pobudkami. Umysł ludzki nie cierpi kontroli i manipulacji. Z tego właśnie powodu zwykły hipnotyzer nie potrafi wprawić w trans żadnej osoby bez jej dobrowolnej zgody. Ja potrafię, gdyż nie jestem hipnotyzerem, ale, wierz mi. Pritcher, odraza, której teraz nie jesteś w stanie okazać, a nawet nie wiesz o tym, że ją w głębi czujesz, jest czymś, czemu naprawdę nie chciałbym stawić czoła.
Pritcher z rezygnacją opuścił głowę. Czuł się, jakby mu przybyło kilkadziesiąt lat.
— Ale czy może pan ufać temu człowiekowi? — rzekł z wysiłkiem. — To znaczy, czy może mu pan całkowicie ufać — tak jak mnie teraz, kiedy jestem Odmieniony?
— Ha, myślę, że nie mogę mu ufać bez zastrzeżeń. Właśnie dlatego musisz z nim polecieć. Widzisz, Pritcher — Muł zagłębił się w wielkim fotelu, w którego miękkim wnętrzu wyglądał jak żywa wykałaczka — gdyby natknął się na Drugą Fundację i gdyby przyszło mu do głowy, że bardziej opłaca się trzymać z nimi niż ze mną… Rozumiesz?
W oczach Pritchera pojawił się błysk zadowolenia.
To brzmi lepiej.
— Właśnie. Ale pamiętaj, że o ile to tylko będzie możliwe, on musi mieć swobodę ruchów.
— Oczywiście.
— I… e… Pritcher. Ten młodzieniec ma miłą powierzchowność, jest uprzejmy i w ogóle czarujący. Nie daj się na to nabrać. To niebezpieczny typ, pozbawiony jakichkolwiek skrupułów. Nie wchodź mu w drogę, jeśli nie będziesz do tego odpowiednio przygotowany. To wszystko.
