
— Skąd pan to wie? — spytał ostrożnie Channis.
— Stąd, że ktoś ingeruje w umysły ludzi, którzy do tej pory znajdowali się pod moją wyłączną kontrolą! — wybuchnął nagle Muł. — Delikatnie, subtelnie, ale nie aż tak subtelnie, żebym nie był w stanie tego zauważyć. Co więcej, ta ingerencja się wzmaga, a ofiarami jej padają wartościowi ludzie i to w ważnych momentach. Dziwi cię teraz, że przez tyle lat wolałem siedzieć spokojnie?
Dlatego jesteś mi potrzebny. Generał Pritcher jest najlepszy z tych, którzy mi zostali, a więc jest w niebezpieczeństwie. Oczywiście, on o tym nic nie wie. Ale ty nie jesteś Odmienionym i dlatego trudno by było od razu stwierdzić, że jesteś moim człowiekiem. Możesz zwodzić Drugą Fundację dłużej niż którykolwiek z. moich ludzi — może nawet tak długo, jak będzie potrzeba. Rozumiesz?
— Hmm. Tak. Ale proszę mi wybaczyć jeszcze jedno pytanie. Muszę wiedzieć, w jaki sposób objawia się ta ingerencja, żebym potrafił wyśledzić zmianę w zachowaniu generała Pritchera, gdyby do tego doszło. Czy to likwiduje ich odmianę? Czy stają się zdrajcami?
— Nie. Mówiłem już, że ta zmiana jest delikatna. Dlatego trudno ją wykryć i nieraz muszę wstrzymywać się z działaniem, bo nie mam pewności czy człowiek, który jest na kluczowym stanowisku, zachowuje się dziwnie z jakichś naturalnych powodów, czy jest manipulowany. Ich wierność pozostaje nienaruszona, ale tracą pomysłowość i inicjatywę. Pozostawia mi się osobę na pozór normalną, ale zupełnie bezużyteczny. W ostatnich latach spotkało to sześciu ludzi. Sześciu spośród najzdolniejszych — uniósł w górę kącik ust. — Teraz dowodzą bazami szkoleniowymi i pragnę tylko jednego — żeby nie znaleźli się w krytycznej sytuacji, która wymagałaby od nich podjęcia natychmiastowej decyzji.
