Pritcher potarł w zamyśleniu ucho.

— Tazenda? A tak, zdaje się, że wiem o co chodzi. To nie jest państwo kresowe, prawda? Zdaje się, że leży o jedną trzecią drogi od środka Galaktyki.

— Tak. Co o niej wiesz?

— Zapiski, którymi dysponujemy, umiejscowiają Drugą Fundację na przeciwnym krańcu Galaktyki. Przestrzeń jedna wie, że to jedyna informacja, na której możemy się oprzeć. Tak czy owak, szkoda gadać o Tazendzie. Jej odchylenie kątowe od radiana Pierwszej Fundacji waha się od około stu dziesięciu do stu dwudziestu stopni. W każdym razie nigdy nawet się nie zbliża do stu osiemdziesięciu.

— Jest jeszcze inna wzmianka w zapiskach. Druga Fundacja została założona na „Krańcu Gwiazdy”.

— Nie znaleziono dotąd w Galaktyce regionu o tej nazwie.

— Bo była to nazwa lokalna, której przestano później używać, żeby zachować głębszą tajemnicę. Może zresztą Seldon i jego zespół wymyślili tę nazwę specjalnie na tę okazję. Jest jednak pewien związek między Tazendą a Krańcem Gwiazdy, nie sądzisz?

— Zbliżone brzmienie końcówek obu nazw? To ma być związek? Bzdura!

— Byłeś tam kiedy?

— Nie.

— Ale jest o niej wzmianka w twoich notatkach.

— Gdzie? Ach tak, ale zatrzymaliśmy się tam tylko po to, żeby uzupełnić zapasy wody i żywności. Ten świat z całą pewnością nie wyróżnia się niczym szczególnym.

— Wylądowaliście na planecie rządzącej? Na tej, gdzie znajduje się ośrodek władzy?

— Tego nie wiem.

Channis zamyślił się. Pritcher patrzył na niego zimno. Nagle Channis ocknął się i spytał:

— Możesz przez chwilę popatrzeć ze mną na obraz z Projektora?

— Oczywiście.

Projektor był najnowszym osiągnięciem myśli technicznej i należał do wyposażenia krążowników międzygwiezdnych. W rzeczywistości, wbrew nazwie, była to skomplikowana maszyna licząca połączona z rzutnikiem pokazującym na ekranie daną część nieba widzianego nocą z dowolnie wybranego miejsca w Galaktyce.



23 из 236