
Obraz wytworzony przez Projektor był teraz zestrojony z tym, który przekazywał monitor. Przeniósł go na ekran monitora. Odwzorowanie nie było jednak precyzyjne, gdyż obrazy nie zaszły dokładnie na siebie i na ekranie widać było podwójne kontury gwiazd. Wprowadził ostatnie poprawki. Podwójne gwiazdy zlały się w jedno, obraz nabrał ostrości i można było wreszcie odczytać na tarczach przyrządów pozycję statku. Cała operacja nie zajęła nawet pół godziny.
Channis znalazł Hanna Pritchera w jego kabinie. Generał szykował się właśnie do snu. Spojrzał pytająco na Channisa.
— Jakieś nowiny?
— Niezupełnie. Jeszcze jeden skok i znajdziemy się na Tazendzie.
— Wiem o tym.
— Skoro chcesz się położyć, nie będę ci zawracał głowy. Chciałbym tylko spytać, czy obejrzałeś ten film, na który udało się nam natrafić w Cii?
Hań Pritcher obrzucił lekceważącym spojrzeniem taśmę w czarnej kasecie leżącą na niskiej półce.
— Tak — odparł.
— I co o tym myślisz?
— Myślę, że jeśli w ogóle kiedyś istniała naukowa historia, to w tym rejonie Galaktyki nie zostało po niej śladu.
Channis wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
— Rozumiem co masz na myśli. Raczej jałowe zajęcie, tak?
— Może nie dla kogoś, kto lubi kronikarskie opowieści o życiu władców. Prawdopodobnie relacje o swoich i o wrogach mają tak samo mało wspólnego z prawdą. Kiedy historia zajmuje się głównie osobami władców i przywódców, obraz jest czarno-biały, a co jest narysowane jakim kolorem zależy tylko od tego, jaki w tym ma interes ten, co to pisze. Według mnie cały ten film jest zupełnie bezużyteczny.
— Ale mówi się tam o Tazendzie. Dlatego ci go dałem. Nie udało mi się znaleźć żadnego innego filmu, w którym byłaby chociaż drobna wzmianka o jej istnieniu.
— No, dobra. Mają zarówno dobrych, jak i złych władców. Podbili parę planet, wygrali v kilka bitew, a kilka przegrali. Nie wyróżniają się niczym szczególnym. Nie przemawia do mnie twoja teoria, Channis.
