– Mów coś! – zażądałam i usiadłam na krześle. – Co to było? Już coś wiadomo?

Obszedł stół i usiadł naprzeciwko mnie.

– Co ci do głowy strzeliło, żeby uciec? Ludzie cię przecież widzieli! Czy ty sobie zdajesz sprawę, na jakie podejrzenia się naraziłaś?

– Zawracanie głowy! – powiedziałam gniewnie, bo byłam głodna, zmęczona, niespokojna o to zadatkowane mieszkanie i zirytowana wszystkim razem. – Po pierwsze, nikt mnie tam nie zna, a po drugie, o co chodzi? Zamordowałam dwie kompletnie obce osoby? Nagle wpadłam w zbrodniczy obłęd? Henio dostał kota?

– Nie dostał, jak widać, zgadł dobrze. Co tam robiłaś? Powiedz mi wszystko, a potem ja ci wyjaśnię…

Mieszając łyżką w garnku od dna i przetwarzając normalne zrazy w sieczkę mięsną, opowiedziałam mu wszystko. Skończyłam przy doprawianiu sałaty, sięgnęłam na suszarkę po talerze, wyłożyłam potrawę i postawiłam na stole. Wizyta na Willowej była zdecydowanie koszmarna, ale apetytu przez nią, niestety, nie straciłam.

Janusz powąchał mięso z wyraźną przyjemnością, westchnął, odwrócił się i wygrzebał z suszarki widelec.

– Nóż, mam wrażenie, nie będzie potrzebny… No dobrze, teraz ci wytłumaczę, co z tego wynikło…

Telefon anonimowej informatorki spowodował przybycie na Willową radiowozu. Dwóch funkcjonariuszy wjechało windą na trzecie piętro, pchnęło uchylone drzwi i weszło do środka. W chwilę potem jeden zjechał z powrotem na dół, a drugi wsparł się o poręcz klatki schodowej i zapalił papierosa.

W skład ekipy śledczej, która przyjechała po kwadransie, wchodził porucznik Henryk Piegża. Nie miał żadnych złych przeczuć, ze swoją pracą był otrzaskany, obowiązki zatem jął spełniać spokojnie. Zaczął od drzwi.

– Były uchylone? – spytał funkcjonariusza na klatce schodowej, podczas gdy szef ekipy, kapitan Tyrański, zwany przez współpracowników krótko i słusznie Tyranem, wszedł do wnętrza mieszkania.



12 из 187