
— Tak, — odpowiedział Gregor spojrzawszy na probówkę.
— Jakiego jest koloru?
— Taki zielonkawo-niebieski. Bardziej niebieski…
— Prawidłowo. Możesz go już wylać. Muszę jeszcze przeprowadzić kilka prób, ale myślę, że wygraliśmy.
— Co wygraliśmy? Czy możesz mi wytłumaczyć?
— To oczywiste. Na planecie nie ma zwierząt. Duchy nie istnieją, przynajmniej nie takie które mogłyby zabić oddział uzbrojonych mężczyzn. Jedynym rozwiązaniem mogły być halucynacje, więc szukałem czegoś co mogło je powodować. Znalazłem sporo przyczyn. Oprócz narkotyków spotykanych na Ziemi,jest kilkanaście gazów,wywołujących halucynacje, spisanych w Katalogu Obcych Pierwiastków Śladowych. — Mogą powodować depresje, pobudzać — sprawiać, ze czujesz się jak glista albo orzeł, albo geniusz. Ten, o który nam chodzi określony jest jako Longstead 42. Jest to ciężki, przezroczysty, bezwonny gaz, który nie uszkadza żadnych tkanek. To jest środek pobudzający wyobraźnię.
— Chcesz przez to powiedzieć że wszystko mi się przywidziało? — Zrozum…
— To nie jest takie proste, — przerwał mu Arnold. — Longstead 42 działa bezpośrednio na podświadomość. Wyzwala, najmocniejsze podświadome lęki, stłumione koszmary z dzieciństwa. Ożywia je. I to właśnie widziałeś.
— Więc tak naprawdę to nic tu nie było?, — zapytał Gregor.
— Nic o realnej, fizycznej postaci. Ale te halucynacje są prawdziwe dla każdego kto je ma.
Gregor sięgnął po następną butelkę brandy. Trzeba było uczcić takie odkrycie.
— Bez trudu poradzimy sobie z Duchem V, — Arnold kontynuował, pewnym siebie głosem. — Longstead 42 można łatwo wyeliminować. I będziemy bogaci, wspólniku!
Gregor chciał już wznieść toast, kiedy przyszła mu do głowy niepokojąca myśl.
Jeśli to są tylko halucynacje, to co się stało z osadnikami?
Arnold milczał przez chwile.
— No cóż, — odezwał się — Longstead 42 może powodować instynkt śmierci. Osadnicy musieli zwariować. Pozabijali się nawzajem
