— Cześć, — powiedziało.

— Cześć, — odpowiedział Gregor zdławionym głosem. Jego miotacz leżał na stole dwa metry od niego. Zastanawiał sie czy to coś zaatakuje jeśli on sięgnie po broń. — Jak się nazywasz?, — zapytał Gregor spokojnie.

— Jestem Szkartatno-Purpurowy Pożeracz, — odpowiedziało. — Chwytam i pożeram.

— Bardzo ciekawe. — Gregor pomaleńku śięgał po miotacz.

— Chwytam i pożeram rzeczy nazywające się Richard Gregor — pogodnie i szczerze tłumaczył mu Pożeracz. — I zwykle jem je w czekoladowym sosie.

Pokazał mu puszkę i Gregor przeczytał nalepkę: „Sos Smiga — Wspaniały do polewania Gregorych, Arnoldów i Flynnów.”

Palce Gregora dotknęły kolby miotacza. Zapytał:

— Czy miałeś zamiar mnie pożreć?

— O, tak, — odpowiedział Pożeracz.

Gregor miał już w ręku miotacz. Odbezpieczył go i strzelił. Świetlisty strumień spłynął po Pożeraczu, osmalił podłogę, ściany i brwi Gregora.

— To mnie nie zrani, — wyjaśnił Pożeracz. Jestem za wysoki.

Miotacz wypadł Gregorowi z ręki. Pożeracz pochylił się ku niemu.

— Nie zjem cię teraz, — powiedział.

— Nie? — wykrztusił Gregor.

— Nie. Mogę cię zjeść dopiero jutro, pierwszego maja. Takie są zasady. Przyszedłem prosić cię o przysługę.

— Jaką?

Pożeracz uśmiechnął się czarująco.

— Czy mógłbyś być tak miły i zjeść kilka jabłek? One nadają wspaniały aromat.

I powiedziawszy to pasiasty potwór zniknął.

Drżącymi rękami Gregor włączył nadajnik i opowiedział wszystko Arnoldowi.

— Hmm, — powiedział Arnold. „Szkarłatno-purpurowy Pożeracz”, tak? To potwierdza moje przypuszczenia.

— Jakie przypuszczenia? — O czym ty mówisz?



8 из 16