Skoro zadzwonił, wiedział, gdzie jestem i znał nawet numer pokoju. Zrobił mi lepiej niż koniak. Pogratulowałam sobie głowy, zaopiekowałam się twarzą, z nowymi siłami rozpakowałam resztę rzeczy i zaczęłam czekać. Ileż razy tak czekałam przed laty! Jeśli już się umówił, nigdy nie zdarzyło mu się nawalić.

Rzecz oczywista, przez cały ten czas cos myślałam i skutek był łatwy do przewidzenia.

– Cześć, Grzesiu – powiedziałam smętnie, otwierając mu drzwi. – Głowę mam z głowy, ale niestety, została mi jeszcze głowa.

– Czy to twój samochód stoi przed hotelem? – spytał na to.

– Mój. A co…?

– To spieprzaj z nim, ale już! Parking masz naprzeciwko. Na tej ulicy parkować nie wolno i zgarną ci go jeszcze przed północą. Z odzyskaniem jest cholerna kołomyja, pomijam już koszty.

Sparaliżowało mnie wszechstronnie.

– Jeżeli masz dziesięć minut czasu i te dziesięć minut spędzimy na parkowaniu…

– Mam równe pół godziny. Jazda, gazu!

Weszliśmy do windy.

– Milcz przez chwilę i słuchaj – powiedziałam z determinacją. – Bo już widzę, że romantyczne wzruszenia przybrały szczególną postać. W tym samochodzie znajduje się ludzka głowa.

Wsiadł do samochodu razem ze mną, ruszyłam, – Skręcaj, tu wjeżdżasz. Jaka ludzka głowa?

– Zwyczajna. Odcięta od tułowia. Prawdziwa, nie sztuczna.

Tyle zdążyłam powiedzieć przed wjazdem do garażu. Grzegorz popatrzył na mnie, wysiadł i załatwił sprawę z garażystą. Dostałam miejsce na drugim piętrze.

– Zaparkuj, a potem będziemy kontynuować. Chciałbym rozumieć, co mówisz.

Zaparkowałam, wysiadłam i zawahałam się.

– Wolałabym, żebyś na nią popatrzył własnymi oczami…

– Makabryczne widoki to nie jest moje hobby, ale jeśli uważasz, że trzeba…

Otworzyłam bagażnik, dławiąc się lekko, czubkami palców rozchyliłam torbę.

Grzegorz spojrzał, wyrazu twarzy nie zmienił, decyzję podjął w ciągu sekundy.

– Ostatnio zapanowała piękna pogoda. Jedziesz ze mną. W najbliższym sklepie kupimy torbę-lodówkę i zdążymy jeszcze wrócić. Opowiedz wszystko po kolei.



41 из 214