– A miałaś klucz do jego mieszkania?

Dostałam ten koniak. Napiłam się go. Popatrzyłam na Grzegorza. Jasne, wyłapał sedno rzeczy.

– Otóż, wyobraź sobie, miałam. Przez trzy tygodnie. W wyniku głupot różnych, nieobecny w domu, klucze zostawił mnie, bo nie miał innego wyjścia, na zaufanie, co prawda, nie zasługiwałam, ale uprzedził, że wszystkiego się dowie, sprawdzi… Nie muszę cię chyba zapewniać, że noga moja nie stanęła w pobliżu jego domu, może przypadkiem pamiętasz, że jedną z moich cech jest idiotyczna lojalność…

– Uspokoisz się?

– Bardzo jestem spokojna. Nie ma więcej koniaku? Nie, Grzesiu, nie zamawiaj, to były czasy i chwile nader emocjonujące, ale już minęły. Możesz mnie uważać za debilkę, jeśli chcesz, proszę bardzo, byłam dumna z siebie, że potrafię wiernie służyć bóstwu, a potem się okazało, że mogłam być nawet ostatnia świnia, bo on się przede mną zabezpieczył…

– Kurwa – powiedział Grzegorz cicho i jednak zamówił ten koniak podwójnie.

– Dlatego nie miałam litości. Dlatego we mnie strzeliło i powiedziałam wszystko, co myślę i co odgadłam, dlatego mnie znienawidził. Dlatego to się rozpadło z dnia na dzień, mimo piętnastu lat zgodnego współżycia…

– Łóżko…? – spytał Grzegorz jakoś delikatnie i półgłosem.

– Łóżko!!! – wrzasnęłam, rozwścieczona. – Nie denerwuj mnie chociaż ty!!! Do łóżka to on się nadawał, jak ja do opery!!!

– Szlag żeby to trafił, po cholerę my tu siedzimy…

Zamilkłam nagle.

– Bo tam był Murzyn – przypomniałam, otrząsając się z emocji.

Przez długą chwilę Grzegorz milczał, patrząc na mnie.

– I czegóż, do stu piorunów, ty wtedy do mnie nie podeszłaś? – spytał z rozgoryczeniem i wyrzutem. – Byłem widoczny, ty w tym tłumie. Zauważyłem cię wcześniej, owszem, ale spostrzegawczość w tamtej chwili była raczej odległa ode mnie…

– Miałam męża.

– Ileż to głupot człowiek czyni we wczesnej młodości…



56 из 214