Nie, nie! – chciała krzyknąć, zamknięta w uścisku, który omal nie zgruchotał jej kości, przytulona do szorstkiej, pasiastej, pachnącej morzem koszuli. Zamknęła oczy i znów otwarła je szeroko, jakby nie dowierzając. To naprawdę Rye! Jej Rye! Odruchowo objęła twarde, szerokie barki, przygarnęła go czule. Był mocno zbudowany, ciepły i żywy – naprawdę żywy! Głowa Laury bez wahania oparła się na ciepłym, zarośniętym policzku, a tylko w oczach zapiekły ją łzy.

Po chwili Rye odsunął ją lekko od siebie, stwardniałymi dłońmi objął wokół jej twarz i pełne, ciepłe, znajome wargi odnalazły jej usta. Całował Laurę zachłannie, z natarczywością, która rosła w nim przez pięć lat. Oto się odnaleźli, tulili do siebie w słodkiej gorączce, od której ich serca zataczały się jak pijane, tracąc poczucie czasu, spychając te pięć lat w niepamięć.

Rye postawił ją na ziemi, wciąż obejmując niczym bezcenny skarb, zaglądał jej w oczy i powtarzał szeptem: „Lauro, ukochana…” Potem oparł czoło o jej głowę, przymknął znużone powieki i pił jej zapach, bliskość, wodził dłońmi po plecach, jak gdyby chciał przypomnieć sobie każdy mięsień jej ciała.

Po chwili Laura delikatnie uniosła jego twarz. Badała ją wzrokiem i opuszkami palców, odkrywała nieznane dotąd zmarszczki, które czas wyrysował na jego smagłej cerze. Setki dni w pełnym słońcu rozjaśniły mu nie tylko włosy, lecz nawet błękit oczu.

Teraz oczy te patrzyły na nią z bliska, przenikały na wylot. Stwardniała od lin dłoń spoczęła na jej policzku, wciąż jeszcze zaróżowionym od ognia; druga osunęła się na pierś, jak gdyby ostatecznie chciała się upewnić, że to nie sen, że nareszcie jest w domu.

Laura odruchowo przylgnęła do niego i nakryła dłonią jego dłoń, czując, jak przyspiesza jej serce i wzmaga się oddech. Dopiero po chwili z zakłopotaniem ujęła tę śmiałą męską dłoń, złożyła w jej wnętrzu pocałunek i przytuliła do twarzy, na której nadal mieszały się strach i ulga.



5 из 314