
Dobry Boże, pomyślała. Boże, jak to możliwe?
– Nim jeszcze minęliśmy Horn, z pokładu zwiało trzech ludzi – rzekł powoli Rye. – Strach ich obleciał na myśl o przeprawie. Zawinęliśmy więc do Chile, żeby zamustrować kilku harpunników i trafiliśmy prosto na epidemię ospy. Po jedenastu dniach ja też zachorowałem. – Przecież przed wyjazdem szczepili cię krowianką!
– Widać miałem pecha… W istocie ówczesna metoda szczepienia, polegająca na tym, iż do naciętej skóry przykładano wydzielinę chorych krów, nie zawsze zapobiegała wystąpieniu choroby, znacznie jednak łagodziła jej przebieg.
– Tak właśnie myślałem, schodząc na ląd: że mam pecha – ciągnął Rye. – Później, gdy się dowiedziałem, że „Massachusets” wpadł na skały koło Galapagos i od razu poszedł na dno… – westchnął na wspomnienie zmarłych towarzyszy. W oczach miał zadumę świadczącą, iż bliskość śmierci i na niego wywarła znaczny wpływ. Po chwili wzruszył ramionami i wrócił do teraźniejszości. – Kiedy spadła mi gorączka i znikła wysypka – podjął – musiałem zaczekać na następny statek, który będzie potrzebował bednarza. Zabrałem się na Wyspę Karola, bo tam zawsze jest punkt zborny, no, i tu miałem szczęście. Trafiła się „Omega”, podpisałem kontrakt i ruszyłem na Pacyfik, przekonany, że o wszystkim dowiesz się z mojego listu.
Och, Rye, najdroższy, myślała z rozpaczą Laura. Jak ja ci to powiem?
Patrzyła na tę szczupłą, przystojną twarz, licząc wzrokiem ślady po ospie. Znalazła siedem i z trudem zdołała się powstrzymać, by nie dotknąć ustami każdego po kolei. Wiedziała, że ciężkie przeżycia podczas rejsu będą dla Rye'a niczym w porównaniu z tym, co go dopiero czeka.
Jego gęste, niesforne włosy o barwie włókien młodej kukurydzy zawsze wyglądały tak, jakby przed chwilą zmierzwi! je wiatr – nawet, gdy Rye świeżo się uczesał. Przygładziła je dłonią, niezdolna oprzeć się pokusie, by – choć ten jeden raz – wskrzesić dawne chwile. I natychmiast utonęła wzrokiem w jego oczach, których wspomnienie prześladowało ją w dniach żałoby. Wystarczyło wówczas, że stanęła w progu i spojrzała na wietrzne, pogodne niebo, i od razu przypominała sobie barwę oczu mężczyzny, którego utraciła.
