Czuła się jak cel na strzelnicy. Ogień dogasał, gdyż wszystko już się spaliło, choć w dali dostrzegali jeszcze tu i ówdzie, jak płomienie trawią krzaki i pnącza. Znajdowali się pośrodku niespełna kilometrowej polany, jako jedyne kolorowe punkciki na tym obszarze. Wszystko poza nimi było czarne: skruszałe rośliny pod nogami, dziesięciometrowe kikuty drzew spalonych przez naturalny ogień (w odróżnieniu od białego, którym posługiwali się wrogowie).

Jak okiem sięgnąć, ziemię zaścielały setki usmażonych pnączaków i innych mniejszych zwierząt; wśród nich zauważyli potwornie zniekształcone ścierwo jednego z koni. W powietrzu unosiły się roje szarych drobinek.

Jenny przesłała do bloku nadawczo — odbiorczego polecenie otworzenia kanału łączności z Murphym Hewlettem. Zdziwiła się, gdy zgłosił się od razu.

— Na Boga, Jenny, co się stało? Nie mogliśmy złapać kontaktu, a potem zobaczyliśmy łunę. To musiało być piekło, nie walka!

Co z wami?

— Nic nam nie jest, ale straciliśmy konie. Myślę, że nieprzyjaciel poniósł pewne straty.

— Pewne straty?

— Murphy, miej się na baczności przed białym ogniem. Na razie użyli go tylko do podpalenia lasu, lecz nasze czujniki nie są w stanie powiedzieć, jak kierują tym świństwem. Ogień pojawia się po prostu znikąd. Ale przedtem uderzą w ciebie polem zakłóceń.

Moja rada jest taka: jeśli zaczną wam wysiadać urządzenia elektroniczne, natychmiast ostrzelajcie całą okolicę. Tylko tak ich wymieciecie.

— Chryste, z czym my walczymy? Najpierw ten kołowiec — widmo, teraz niewykrywalna broń.

— Nie wiem, ale zamierzam się dowiedzieć. — Zaskoczyła ją własna determinacja.

— Potrzebujecie wsparcia? Jesteście bardzo daleko od statku.

— Uważam, że nie powinniśmy się łączyć. Osobno mamy większą szansę osiągnąć cel misji. W tej kwestii nic się nie zmieniło.

— W porządku, ale gdyby przyparli was do muru, to jesteśmy pod ręką.



17 из 582