— Jastrzębie — zawyrokował.

W sąsiednim fotelu Tane Ogilie, oficer węzłowy okrętu, jęknęła żałośnie.

— Skąd wiedzieli?

— Agenci Wywiadu Sił Powietrznych Konfederacji nigdy nie śpią — odparł Kyle Parker. — Domyślili się, że zechcemy wziąć natychmiastowy odwet. Pewnie monitorują ruchy naszej floty i mają nas stale na oku. — Ponure myśli chodziły mu po głowie.

Widział w wyobraźni, jak komory utrzymania antymaterii mrugają wokół niego niczym diabelskie czerwone gwiazdki.

W całej Konfederacji jedna sprawa nie budziła kontrowersji: antymateria mogła okazać się zgubą dla ludzkości. Na wszystkich planetach i asteroidach, gdzie znajdowały się osiedla ludzkie, ostro potępiano jej użycie.

Gdyby dopadł ich teraz okręt Sił Powietrznych Konfederacji, Prager jako kapitan otrzymałby natychmiastowy wyrok śmierci, a jego załoga — bilet w jedną stronę na podróż do którejś z planet karnych.

Nie mieli oczywiście wyboru: „Beezling” potrzebował fantastycznego dopalacza bazującego na antymaterii, bez porównania silniejszego od urządzeń spotykanych w napędach termojądrowych statków adamistów. Wkrótce w silniki na antymaterię zostałyby wyposażone także okręty Omutańskich Sił Powietrznych. Mają je, bo i my je mamy. My je mamy, bo i oni je mają. Jeden z najstarszych (i najbardziej przewrotnych) argumentów w dziejach.

Pragerowi opadły ramiona, z rezygnacją przyjmował swój los.

Znał ryzyko i je akceptował, a przynajmniej tak wmówił sobie i admiralicji.

Śmierć nadeszłaby szybko, bez bólu, a załoga w normalnych okolicznościach zostałaby przy życiu. Dostał jednak wyraźne rozkazy. Nie można nikogo dopuścić do „Alchemika”, którego przewoził „Beezling”, a już szczególnie podróżujących jastrzębiami edenistów: wystarczy, że mieli tę swoją technobiotykę.



2 из 647