Oboje pochodzili z kolonii, i to tak świeżych, że ledwie skały zdążyły tam okrzepnąć, podczas gdy ona pochodziła z Ziemi. I to nie z Nowej, Całej, Starej, Rzeczywistej czy Najlepszej Ziemi, ale po prostu z Ziemi, czyli z kolebki ludzkości, jak to skromnie zaznaczały podręczniki do historii. A na dodatek miała na czole podwójny znak stulecia, czyli coś, o czym jedynie słyszeli, zanim zostali pracownikami John Company. Poza tym była ich szefem. I mogła ich wylać w każdej chwili.

Lodówka dostojnie poszybowała do swej alkowy, zataczając po drodze zgrabny łuk wokół zupełnie pustego kawałka pokoju przy drzwiach. Kin przyjrzała się jej podejrzliwie i uznała, że trzeba będzie wezwać mechanika.

Oboje siedli ostrożnie w antygrawitacyjnych fotelach, jakich nie posiadała większość kolonii. Kin przyjrzała się parze surowo i włączyła zapis.

— Wiecie, dlaczego tu jesteście — oświadczyła. — Czytaliście przepisy, jeśli macie choć szczyptę zdrowego rozsądku, ale mam obowiązek przypomnieć wam, że możecie albo zgodzić się z moją decyzją, jako przedstawiciela firmy na sektor, albo zdecydować się na oficjalne przesłuchanie przed komisją w siedzibie Kompanii. Co wybieracie?

— Panią — odparło dziewczę.

— On umie mówić? — zainteresowała się Kin.

— Wolimy być sądzeni przez panią — zabasował chłopak.

— To nie jest sąd, a ja nie wydaję wyroków. — Kin potrząsnęła głową. — Jeśli nie zgodzicie się z moją decyzją, zawsze możecie odejść z firmy. Naturalnie, jeśli wcześniej was nie zwolnię.

Prawdę mówiąc, było to wyjście czysto teoretyczne — na każde wolne miejsce czekała długa kolejka kandydatów; nikt dobrowolnie nie rezygnował z zatrudnienia w Kompanii.

— Dobrze. Wasza decyzja została zarejestrowana. Oboje obsługiwaliście warstwiarkę BYN674 juliusa bieżącego roku standardowego na kontynencie Y? Otrzymaliście dokładny plan i rysunki tego, co macie wykonać?



3 из 186