Była starsza niż dwadzieścia dziewięć zbudowanych światów, z których czternaście sama pomogła zbudować. Zamężna siedem razy w rozmaitych okolicznościach i z rozmaitych powodów — raz nawet pod wpływem miłości. Z mężami spotykała się od czasu do czasu, na pamiątkę dawnych chwil.

Z gniazda w ścianie ostrożnie wysunął się odkurzacz i zabrał do oczyszczania dywanu z pokładu piasku. Kin, sama nie wiedząc dlaczego, rozejrzała się powoli, nasłuchując.

Pojawił się mężczyzna. W jednej sekundzie koło szafki było powietrze, w następnej opierał się o nią jakiś mężczyzna. Widząc jej osłupienie, uśmiechnął się lekko i ukłonił.

— Kim pan jest, do cholery? — zdumiała się, sięgając po interkom.

Mężczyzna okazał się szybszy — długim susem znalazł się przy biurku i złapał ją za nadgarstek. Uprzejmie i stanowczo. Uśmiechnęła się ponuro i nie wstając, poczęstowała go fachowym lewym prostym, wzmocnionym pierścionkami.

Zanim otarł krew z oczu, spoglądała już nań z góry, znad stunnera.

— Nie rób nic agresywnego — poradziła. — Nawet nie oddychaj nachalnie.

— Wielce nieortodoksyjna kobieta — ocenił, masując podbródek.

Odkurzacz zebrał się na odwagę i szturchnął go w kolano.

— Kim jesteś?

— Nazywam się Jago Jalo. Ty jesteś Kin Arad? Naturalnie, że…

— Jak się tu dostałeś?

Zamiast odpowiedzi odwrócił się i zniknął. Kin odruchowo pociągnęła za spust.

Okrągły kawałek dywanu zrobił wump.

— Pudło! — poinformował ją głos z drugiego końca pokoju. Wump.

— Przyznaję, że zachowałem się nieco nachalnie, gdybyś jednak odłożyła ten samopał… Wump.

— Możemy oboje na tym skorzystać. Nie chciałabyś wiedzieć, jak być niewidzialną?



7 из 186