— Ja też nie — wyznał Ferguson. — Ale to nasz jedyny ślad. Pomyślałem, że będzie lepiej, jeśli to pan zbliży się do niej, a nie policja.

— Jeżeli jako klient, to księgowi w Langley padną trupem — uśmiechnął się Malko.

Amerykanin wyraźnie nie miał poczucia humoru. — God damn itl — przeklął. — Nie mam zamiaru finansować pana rozpusty. Straciliśmy dwoje agentów i tkwimy po uszy w gównie. Żadnego śladu. Tamci rozpłynęli się we mgle. Badr siedzi już pewnie w Teheranie.

— Dlaczego pan tak myśli?

Szef Stacji poszperał w dokumentach i podał Malkowi raport straży granicznej z fotokopią paszportu. — Tego wieczoru, gdy doszło do wypadku w Berchtesgaden, mężczyzna odpowiadający rysopisowi Badra odleciał z Schwechat do Larnaki na Cyprze. To jego paszport. Austriacy są ostrożni i robią fotokopie wszystkich dokumentów obywateli państw Arabskich. Przekazali nam ten, a dane komputerowe potwierdziły nasze podejrzenia. — To znaczy?

— Ten paszport jest jednym z wystawionych in blanco paszportów Irańskich, przekazanych do dyspozycji hezbollahów. Używają ich w akcjach terrorystycznych. — Jak na to wpadliście?

— Poinformował nas o tym pewien irański dyplomata. Uważa, że to szkodzi opinii jego kraju.

Malko zapatrzył się na diabelski młyn, który właśnie zaczynał się obracać. Leżący między Dunajem a kanałem park na Praterze przez całe lato pełen był ludzi. Informacje zgromadzone przez Fergusona wydawały się prawdziwe. Ale nie naprowadzały na żaden trop.

— Ktoś przecież odbierze te krytrony, które przyjadą ze Stanów? Może nas naprowadzić na jakiś ślad. Amerykanin dopił kawę i zapalił papierosa.

— Taki był nasz pierwotny plan, ale teraz ryzyko wydaje się zbyt duże. Nie możemy igrać z ogniem. Zatrzymamy płotkę i utkniemy. Facet najprawdopodobniej nic nie powie.



21 из 182