
Bezwiednie przytuliła syna do siebie i ujrzała w wyobraźni jego ojca, jego błyszczące szarozielone oczy, uroczy uśmiech, półdługie włosy kręcące się na karku, miękki, ciepły głos. Przypomniała sobie jego ręce i poczuła, jak zrobiło jej się gorąco. Nikt nie znał tak dobrze jej ciała jak jego ręce! Oddała się bez reszty temu mężczyźnie, otworzyła się przed nim bez wahania. Pozwoliła mu ze sobą zrobić wszystko, co chciał, on zaś sprawiał, że była nieprzytomna ze szczęścia. Kiedy Johan jej dotykał, budził w niej tylko odrazę.
– Mama idzie kąpać? – spytał Mały Sivert i spojrzał na nią.
– Tak, mama też się wykąpie – odparła Mali i włożyła malcowi koszulkę. – A teraz cię ubiorę i zaprowadzę do Ane. Ona da ci jeść.
Mali ubrała synka i zaprowadziła do salonu. Oznajmiła dziewczętom, że będzie się kąpała i myła głowę, i że to trochę potrwa.
– Powiedziałam Johanowi, że też będzie się mógł dziś wykąpać. Powinniśmy wszyscy skorzystać, skoro już rozpaliłam i nagrzałam tyle wody. Johan wybrał się do Øra, ale zapowiedział, że wróci przed obiadem. Zawiadomcie go, gdy przyjdzie, że woda jest gotowa.
Mali zamknęła za sobą drzwi do pralni i dolała ciepłej wody do balii. O wylaniu tej, w której się kąpał Mały Sivert, nie było nawet mowy – oznaczałoby to marnotrawstwo zarówno drewna na opał, jak i wody. Obok balii postawiła jednak wiadro czystej, letniej wody do spłukania włosów. Potem rozebrała się.
W pralni było niemal za gorąco. Przez okno grzało słońce, a z dużego paleniska buchał ogień. Mali stała przez chwilę naga i popatrzyła po sobie. Przesunęła dłonie po krągłych, jędrnych piersiach, płaskim brzuchu i miękkich biodrach. Miała dwadzieścia cztery lata, urodziła syna, ale jej ciało nadal pozostało szczupłe i sprężyste. Mijające lata i macierzyństwo dodały jej tylko uroku, zdawała sobie z tego sprawę, mimo że nigdy zbytnio się nad tym nie zastanawiała. Jednak spostrzegła to po spojrzeniach, jakie posyłali jej ludzie na przyjęciach, na które była proszona, i w innych miejscach, gdzie zbierało się dużo osób.
