
Pochłonięta kąpielą nie słyszała, żeby ktoś wchodził, dlatego kiedy poczuła zimne ręce obejmujące ją od tyłu, krzyknęła przestraszona.
– Mogło być gorzej – odezwał się Johan za jej plecami. – Ale to tylko ja.
Gładził rękoma jej mokre nagie ciało, jego oddech stał się wyraźnie krótszy i przyśpieszony.
– Właśnie miałam się wytrzeć – burknęła Mali i próbowała odsunąć męża od siebie. – Jeżeli tylko trochę poczekasz, nagrzeję wody również dla ciebie. Mam czystą…
Johan odwrócił ją ku sobie i trzymał na wyciągnięcie ręki. Mali czuła się niezręcznie, stojąc tak całkiem naga, i zaczerwieniła się.
– Nieczęsto mogę cię tak oglądać – rzekł, trzymając ją mocno za ramiona. – W ciemnej sypialni na poddaszu niewiele można zobaczyć, zwłaszcza zimą.
Jego ręce prześlizgnęły się po jej piersiach i zsuwały dalej po płaskim brzuchu.
– Dobry Boże, ależ jesteś piękna – szepnął ochryple.
– Pozwól mi się wytrzeć, Johan – poprosiła cicho. – Zaraz ktoś może tu przyjść.
– Nie myślałaś o tym, zanim się zjawiłem – odparł i mocno chwycił ją za pośladki. – A może czekałaś na kogoś? To znaczy na kogoś innego?
– Gadasz głupstwa – rzuciła, wykręciła się z jego ramion i znalazła ręcznik. – Wiesz dobrze, że na nikogo nie czekałam. Nikt nie przychodzi do pralni w dzień kąpieli.
Nie zdążyła owinąć się ręcznikiem, ponieważ znowu ją złapał. Mocno do siebie przyciągnął i wsunął rękę między jej nogi. Potem pchnął ją na ławę. Mali straciła równowagę i upadła, uderzając głową o ścianę. Wypuściła z rąk ręcznik. Johan już ją dopadł, działał z taką zapalczywością, jakiej jeszcze u niego nie znała. Widok mokrego nagiego ciała żony mocno go podniecił. Dyszał, przygniatał ją jednocześnie, zrywając z siebie ubranie. Ława była twarda i wąska i Mali musiała mocno się trzymać, żeby nie spaść.
