
Nie wiedziała, jak długo to trwało, gdy dał się słyszeć jakiś dźwięk. Z przerażeniem odwróciła głowę w stronę wejścia. Johan niczego nie spostrzegł. Sapał i jęczał, nie przerywając szaleńczej jazdy. Serce w piersi Mali zamarło. W uchylonych drzwiach do pralni stał Mały Sivert. Przyglądał im się wielkimi, przestraszonymi oczami i z otwartymi ustami.
Mali próbowała odepchnąć Johana i powstrzymać go.
– Przestań – syknęła. – Mały Sivert tu jest.
Chwilę trwało, zanim znaczenie tych słów dotarło do Johana. Mali zorientowała się, że właśnie dochodził i dlatego zdawał się nieobecny.
– Co? – wzdrygnął się i spojrzał na przerażoną twarz Mali. – Co powiedziałaś?
– Mały Sivert – szepnęła.
Johan gwałtownie odwrócił głowę. Kiedy zauważył syna w drzwiach, zrobił się czerwony jak rak.
– Wyjdź! – krzyknął z wściekłością. – Idź stąd!
– Nie – odparła Mali bezsilna. – Nie wypędzaj go. Powinniśmy spróbować mu wytłumaczyć…
Dolna warga Małego Siverta zaczęła drżeć, a oczy wypełniły się łzami.
– Co lobicie? – spytał zagubiony.
– Wyjdź – powtórzył Johan stanowczo. – To… Mama zaraz do ciebie przyjdzie. Wyjdź teraz i zamknij za sobą drzwi.
Chłopiec powoli odwrócił się i wyszedł. Zanim zamknął drzwi, obejrzał się jeszcze raz i popatrzył na rodziców. Mali rozpłakała się, kiedy dostrzegła to spojrzenie: przerażone, niepewne i zagubione. Potem drzwi się zamknęły.
– Muszę iść do niego i mu wytłumaczyć… – zaczęła, próbując desperacko się wyswobodzić.
– Pójdziesz, gdy skończę – odpowiedział Johan ochryple i zaczął od nowa.
Mali leżała nieruchomo jak kłoda i myślała tylko o synku. Co on sobie mógł wyobrażać, kiedy zobaczył ich w takiej sytuacji? I do tego jeszcze został przepędzony przez rozwścieczonego ojca. Powinni raczej pośpiesznie coś na siebie narzucić i starać się z nim porozmawiać. Biedny malec, gdzie on teraz jest?
