Nieoczekiwane wtargnięcie Małego Siverta wytrąciło Johana z transu. Dyszał i jęczał jeszcze przez chwilę, starał się, jak mógł, ale w końcu dał za wygraną. Przeklinając ze złością, wstał z ławy.

– Przeklęty bachor! – warknął bez opamiętania.

Zanim Mali zdała sobie sprawę z tego, co robi, wymierzyła mu policzek. Stanął jak wryty i na sekundę odebrało mu mowę, ale zaraz oddał Mali z jeszcze większą siłą.

– Co ty sobie wyobrażasz?! – krzyknął. – Że możesz mnie policzkować jak jakiegoś gówniarza?

Mali nie dała się wciągnąć w kłótnię. Chwyciła ręcznik i szybko się wytarła. Zaczęła się ubierać, a łzy ciekły jej po twarzy. Policzek, w który Johan ją uderzył, piekł.

– Jak sądzisz, co taki maluch może sobie pomyśleć, kiedy… Widziałeś przecież, że był śmiertelnie przerażony. A ty co? Wyganiasz go. Krzyczysz na niego, jak gdyby…

– Byłoby lepiej, gdybym wstał? Pozwolił mu zobaczyć… zobaczyć się w całej okazałości?

Mali nie wiedziała. Jedyne, czego pragnęła, to odszukać Małego Siverta i spróbować mu wytłumaczyć… Wytłumaczyć mu? Ale co? – zastanowiła się nagle. O miłości? Wsunęła stopy w buty, narzuciła szal na mokre włosy i wypadła za drzwi.

Wreszcie odnalazła chłopca w stodole. Zagrzebał się w zagłębieniu w sianie, leżał tam i płakał. Mali podeszła do niego cicho i usiadła obok. Przyciągnęła synka do siebie, poczuła, że małym ciałkiem wstrząsał płacz. Starała się ukoić Siverta, gładząc go po głowie.

– Posłuchaj mnie – zaczęła powoli, nie bardzo wiedząc, co mówić dalej.

Wiele jednak zależało od tego, co teraz powie, pomyślała, by jego niewinny, dziecięcy umysł mógł jakoś zaakceptować to, co malec zobaczył. Aby to, czego był świadkiem, nie zniszczyło mu życia w późniejszym wieku, gdy kiedyś sam…

– Tata… tata zły – szlochał.

– Nie, tata nie jest zły. Ale ty przyszedłeś…

Mali przerwała i musiała przełknąć ślinę.



31 из 167