
– Czy wytłumaczyłaś… czy udało ci się porozmawiać z Małym Sivertem? – spytał Johan, kiedy wieczorem spotkali się w sypialni.
– Tak, myślę, że udało mi się wszystko mu wyjaśnić – odparła, unikając wzroku męża.
Rozebrali się w milczeniu. Johan wszedł do łóżka, nie zamierzając Mali tknąć.
– Nie powinienem być taki porywczy – odezwał się po chwili z drugiego końca pokoju. – I nie powinienem był cię uderzyć…
– To ja pierwsza uderzyłam – przyznała Mali.
Żadne z nich nie odezwało się więcej. Po jakimś czasie Mali usłyszała miarowy oddech męża i domyśliła się, że usnął. Zdumiało ją, że Johan zawsze może dobrze spać, niezależnie od tego, co wydarzyło się w ciągu dnia. Sama długo nie mogła zmrużyć oka. Długo…
Kwiecień był miesiącem wielkich urodzin. Olaus kończył roczek piętnastego, a Mały Sivert trzy lata dwudziestego piątego. Najpierw obchodzono uroczystość Olausa w Innstad. Najwyraźniej Margrethe już przestała obawiać się o dziewczynki. Witaia gości w progu swego domu łagodna, uśmiechnięta i urocza, obejmując Bengta ramieniem. Mali zastanowiła się, czy kiedykolwiek zawiedli siebie nawzajem. Po dużym brzuchu, który tak bardzo martwił Margrethe, nie zostało śladu, za to piersi miała nabrzmiałe. Nadal karmiła bliźniaczki i, o ile Mali wiedziała, starczało jej mleka dla obu.
– Najlepsza i najpiękniejsza mleczna krowa w całym okręgu – zażartował Bengt z uśmiechem i posłał żonie pełne podziwu spojrzenie.
Miłości między nimi dwojgiem nadal niczego nie można zarzucić, pomyślała Mali. Wprost przeciwnie, wygląda na to, że jeszcze bardziej się do siebie nawzajem zbliżyli, że trudny poród i obawa o zdrowie i życie bliźniąt w ciągu długich zimowych miesięcy bardziej ich połączyły.
Margrethe ubrała się w nową, piękną złocistą bluzkę, która w niezwykły sposób sprawiała, że od siostry bił dziwny blask, oraz w spódnicę uszytą z materiału, który Mali własnoręcznie utkała i podarowała Margrethe pod choinkę na Boże Narodzenie w zeszłym roku. Włosy młodej matki, zaczesane do tyłu i spięte dwoma grzebykami, odzyskały dawny blask. Spływały jej na plecy niczym jedwabny szal. Margrethe sprawiała wrażenie bardzo młodej, a jednocześnie dorosłej i dojrzałej oraz pełnej godności kobiety. Nie ma wątpliwości, że jest szczęśliwa i jest jej dobrze, pomyślała Mali z ukłuciem zazdrości.
