Olaus nie całkiem rozumiał, że to jego święto, ale przyjmował życzenia i upominki z zarumienionymi policzkami i błyszczącymi oczami. Nie miał dużego doświadczenia w rozpakowywaniu prezentów, zatem tę rolę przejął Mały Sivert.

– Pomogę ci – zaproponował z ochotą i wziął paczki z rąk małego jubilata.

Lecz również bliźniaczki, leżące w kołysce na środku salonu, otrzymały swoją porcję należnej im uwagi.

– Ależ one wyrosły – zauważyła babcia z Buvika i zaszkliły się jej oczy. – To prawdziwy cud, że wszystko poszło tak dobrze.

– Tak, możemy dziękować Bogu – przyznała Halldis, wzięła na ręce mniejszą z dziewczynek i podała Brit Buvik. – Powinnaś nabierać wprawy i nauczyć się trzymać takie maleństwo – dodała z uśmiechem. – Będziesz podawać Brit Mali do chrztu.

– Czy już ustaliliście datę? – spytała Mali i wyjęła z kołyski drugą dziewczynkę.

– Porozmawiamy o tym w kościele w pierwszą niedzielę maja – odparła Margrethe.

– Wtedy będzie już chyba można bezpiecznie wynieść dzieci na dwór. Jak myślisz, Mali?

– Myślę, że te dwie małe dziewuszki zniosą wiele -uśmiechnęła się Mali; przysunęła twarz do główki niemowlęcia i wciągnęła jego zapach.

Zdawało jej się, że tak dawno nie czuła tego zapachu. Zamknęła na chwilę oczy i przypomniała sobie, jak wzięła Małego Siverta w ramiona, jak pierwszej nocy leżała z nim przy piersi, jego zapach i jak ogarnęło ją uczucie bezgranicznej miłości macierzyńskiej, którego wtedy po raz pierwszy doznała. I tęsknota, pomyślała. Bolesna tęsknota za Jo, za tym, by móc dzielić to cudowne uczucie razem z nim, ojcem dziecka.



34 из 167