
– Nie wierzę! – Anna najwyraźniej zapomniała o swoich kłopotach i o to właśnie Emily chodziło.
– Ale to prawda. Mogę cię również zapewnić, że June z przyjemnością pomoże ci wybrać perukę, jeśli będziesz jej potrzebowała. Oczywiście, wcale nie musi tak być. Jak mówiłam, szansa, że to jedynie torbiel, wydaje się wysoka.
– Będzie dobrze, Anno – zapewniał Jonas, ale na jego twarzy malował się niepokój i Emily z trudem powstrzymała się, aby nie dotknąć jego dłoni.
Anna chwilę patrzyła się, na nich w milczeniu, po czym z zaskakującym spokojem zapytała:
– Jeśli… jeśli to rak, to mogą być przerzuty i ja wtedy umrę. Moje dzieci… Sam, Matt i Ruby. Ruby ma dopiero cztery lata. Kto się nimi zajmie?
– Anno, przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny dałem się ujeżdżać tym twoim małym diabełkom – rzekł Jonas, siląc się na lekki ton. – Kocham twoje dzieci i oczywiście zajmę się nimi, ale na litość boską, czy ze względu na mój obolały grzbiet nie moglibyśmy postarać się zachować cię przy życiu?
– Ja…
– Proszę cię, Anno.
Anna ponownie odetchnęła głęboko.
– Nie mam wyboru, prawda?
– My nie mamy – odparł Jonas, po czym wstał, nerwowo zaciskając i rozluźniając dłonie. – Bardzo kocham twoje dzieci, Anno, ale z pewnością lepiej im będzie z mamą niż z wujkiem. – Uśmiechnął się szerokim, zniewalającym uśmiechem. – Jestem gotów zostać w Bay Beach, ponieważ mnie potrzebujesz. Poza tym odnoszę wrażenie, że doktor Mainwaring też przydałaby się pomoc, a jeśli dwie kobiety są w potrzebie, to jak powinien zachować się mężczyzna? – Na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech. – A więc czy możemy przystąpić do tych badań?
Anna przez chwilę patrzyła uważnie na brata, po czym odwróciła się do Emily. Jej twarz nie była już taka spięta.
– Tak, możemy – odparła i uśmiechnęła się prawie tak samo szeroko jak jej brat.
– A więc do dzieła! – Emily sięgnęła po telefon i zaczęła wybierać numer.
